Dawno temu, hip-hop nierozerwalnie związany był z ubogimi przedmieściami, break-dance'em, przesłaniem w tekstach, graffiti i niekoniecznie markowymi ubraniami. Wtedy to właśnie, w czasach, kiedy hip-hopowe podkłady składał się z zapętlonego sampla z melodią i loopu perkusyjnego (a bas czasem dodawano, a czasem po prostu podbijano maksymalnie w górę to, co załapało się na samego sampla), rymy natomiast nie traktowały o złotych zębach i limuzynach, a o problemach społeczno-politycznych, czy, po prostu, stanowiły zabawę słowem bez niepotrzebnych i wtórnych przechwałek statusem materialnym, pojawiła się płytka latynoskiego MC, Kuriousa Jorge'a, zatytułowana A Constipated Monkey. Album ten jest dość mocno przespany i niezauważony przez wielu - a szkoda, bo tej płytce warto poświęcić trochę więcej czasu.


Co chwilę moich uszu dobiegają katastroficzne przemówienia wszelakiej maści znawców głoszących wizję końca rapu. Ludzi mówiących, że dobre krążki ukazywały się tylko w XX wieku i po rozpoczęciu nowego millenium praktycznie nie wychodzą już albumy warte uwagi.
Już dziś wieczorem w warszawskim klubie
Naszym zwycięzcą jest kolektyw, który wniósł do muzyki hip-hopowej tyle ciepła, pozytywnej energii, mądrości i świetnej zabawy co żaden inny.
Tym razem na tapetę wchodzi zachodnie wybrzeże, bo właśnie stamtąd pochodzi
Już jutro 













