Dziś pojęcie "biznes" często ma w rapie zabarwienie negatywne i kojarzy się ze zbijaniem kasy z komercyjnego chłamu lub hedonistycznymi nawijkami pozbawionymi treści.
Jednak okragłe 21 temu legendarny kolektyw Erick & Parrish Making Dollars czyli EPMD pokazał wszystkim jak można sprawić, by "czysty biznes" był zarazem najczystszą rapowo-funkową bombą bujającą głowy i ulice.
Patent wstawiania do swoich kawałków klasycznych sampli wokalnych pełniących funkcję refrenu wykorzystywany był nieraz. Jednak często jest to niestety tylko nieudane podpięcie się pod klasyk i ewidentna profanacja.
Ale nie zawsze - Music to czysta perła i idealny przykład jak powinno się to robić. Ale nie dziwne, bo legendarny producent i raper wziął na warsztat legendarnego wokalistę.
Podawaliśmy wam już informacje o tym, że dwójka charyzmatycznych i niedocenianych wyjadaczy - Keith Murray i Canibus - zabrała się za tworzenie wspólnej płyty. Produkcję mają zapewnić m.in Erick Sermon, Da Beatminerz, Jake One czy nasz rodzynek - O.S.T.R.
Teraz dostaliśmy za to pierwszy singiel pt 129, wyprodukowany przez Zielonookiego Bandytę Sermona. Znamy też nazwę projektu, który ukaże się pod szyldem The Undergods.
Na Blackout 2 przyszło nam oczekiwać parę dobrych lat. Ale było warto, bo taka dawka charyzmy, stylu i pazura jaką mają zarówno Method Man jak Redman, zdarza się naprawdę rzadko.
Pierwszy klip do numeru A Yo był klimatyczny, ale dość niskobudżetowy i typowo miejski. Drugi obraz do Mrs. International to już całkowicie inna bajka.
19. maja to dzień, jakich mało. Na półki trafiają trzy głośne, gorące i długo oczekiwane albumy. Trochę schowane za Relapse, nadchodzi grube, nowojorskie uderzenie, od niesamowicie charyzmatycznego i niepodrabialnego duetu.
Method Man i Redman dogadują i dopasowują się idealnie, a obaj są wzorcowymi przykładami energii, stylu i pełnokrwistej nawijki. Dlatego Blackout 2 powinien być prawdziwą, muzyczną ucztą.
Niedawno bardzo ucieszyła nas smakowita wiadomość o wspólnej płycie Keitha Murraya i Canibusa - a także fakt, że producentem będzie Erick Sermon oraz... "Tajemnicza, znakomita nowa twarz w amerykańskiej produkcji" - czyli nasz rodak, O.S.T.R.
Pierwszym, który wygadał się o projekcie, był Sermon. Teraz rąbka tajemnicy uchylił niepodrabialny Keefy Keef.
Ostry, skrzekliwy, kąsający i niepodrabialny wokal. Szalone, rwane, ale płynne flow. Wielkie zdolności liryczne - zarówno jeśli chodzi o potężne punchline'y jak i tendencje słowotwórcze. Do kogo pasuje ten opis?
Chyba najczęstsze odpowiedzi brzmiałyby Keith Murray i Canibus. A co dzieje się, gdy obaj jednoczą siły i biorą się do pracy nad wspólnym albumem? Wtedy na horyzoncie pojawia się bomba.
To informacja wyczekiwana chyba przez każdego fana pełnokrwistego i kipiącego energią rozbujanego rapu z Nowego Jorku. Duet charyzmatycznych i niepowtarzalnych graczy (w pełnym tego słowa znaczeniu) znów postanowił zjednoczyć siły!
Method Man i Redman po zakończeniu trasy koncertowej Still High Tour po cichu zasiedli do prac nad kontynuacją klasycznego Blackoutu. I już niebawem poznamy efekty!
Powrót w wielkim stylu! Duet brzmi po reaktywacji tak, że nie wiadomo, skąd rozbieżności artystyczne i przerwa w twórczości. Brudne, ale funkujące nowojorskie brzmienie, goście, którzy brzmią tu tak dobrze, jak dawno nie brzmieli. A do tego znakomity singiel Listen Up, wysoko osadzony w naszym rankingu.
Legendarny duet powraca. I to w jakim stylu! Znakomity esencjonalny numer sprawnie łączący nowojorski vibe z westcoastowym, ale zapomnianym już dziś talkboxem. Do tego rozbujany refren i stylowe zwrotki. Oby więcej takich powrotów, bo ten przywołuje miniony klimat jak mało co.
Najnowszy album reaktywowanej legendy EPMD, czyli We Mean Business został przez nas oceniony bardzo dobrze. Jednak, ku nie tylko naszemu zdziwieniu, zupełnie nie przełożyło się to na sukces komercyjny.
W debiutanckim tygodniu płyta nie weszła nawet do czołowej 200 Billboardu, notując ilość około 2500 sprzedanych egzemplarzy. Jakie są powody tej klapy? Swoje zdanie ma DJ Scratch, odwieczny trzeci członek EPMD, który ostatnio odłączył się od ekipy.
EPMD to marka, której działalność wydawała się już na zawsze zamknięta. Jednak parę dobrych lat po rozejściu Erick Sermon i PMD postanowili ponownie zjednoczyć swoje siły, i zaatakować nasze membrany nowym albumem.
Czy nadal trzymają poziom, brzmią jak stare, dobre EPMD i mają coś swojego do zaoferowania na przemeblowanej przez ten czas scenie? O tym w recenzji.
Znaczenie EPMD dla rozwoju nowojorskiej sceny przecenić jest ciężko. Kultowy kolektyw, składający się z Ericka Sermona i Parrisha Smitha (aka PMD) nagrał wiele klasycznych albumów, w tym numery, do których nawiązania pojawiały się choćby u Nasa czy Jaya-Z.
Teraz, po dekadzie przerwy związanej z artystycznym rozstaniem, znakomity duet powraca z kolejnym albumem.We Mean Business ma pokazać, że w rapie nadal jest miejsce dla esencji Nowego Jorku, zajawki i funkujących basów.
Mieliśmy swego czasu epidemię powrotów ludzi, którzy w latach '90-tych. zapracowali sobie na status legend, a potem czas weryfikował ich legendarność i okazywało się, że "wielkie comebacki" okazywały się średnimi płytami, których trzykrotne przesłuchanie balansowało na granicy wytrzymałości psychicznej. Smutne rozczarowania spowodowały, że często na zapowiedzi powrotów reagowaliśmy bardziej sceptycznie niż entuzjastycznie.
Jednym z zapowiadanych na 2009 powrotów jest nadchodzący album EPMD. Erick i Parish to ewenement w skali światowej. Scenariusz zazwyczaj wygląda tak, że panowie kłócą się, obrażają, gniewają za niewyjaśnione sprawy finansowe, ogłaszają pojednanie i wydają genialną płytę. Nowy singiel Listen Up potwierdza tę regułę.
Kiedy sprawdziłem swoją skrzynkę mailową i zobaczyłem obsadę mixtape'u Hip Hop Renatus prezentowanego przez Dub MD, przez kilka minut myślałem, że to jakiś żart. Na szczęście lista gości, która każdego fana hip-hopu powinna przyprawić o szybsze bicie serca, jest jak najbardziej autentyczna. Trzydzieści siedem kawałków wyprodukowanych przez największych wizjonerów rapu ostatnich lat (ale i newcomerów, którzy już zgarnęli olbrzymi szacunek), na których rapują ludzie, którzy oprócz umiejętności mają też dużo do udowodnienia.
Wordsworth, Supastition, DV alias Khryst, Little Vic, Skyzoo czy Emilio Rojas to tylko wierzchołek góry lodowej. Szczerze przyznajemy, że spora część raperów jest raczej anonimowa, ale w żadnym razie nie równa się to możliwości pomijania ich kawałków. To mixtape, na którym poziom muzyczny i niesamowite skillsy są najważniejsze. A bity?