Fajnie, że są jeszcze ludzie, których czas nie zmienia, pod względem podejścia do tworzenia muzyki. Co prawda DJ Honda zaczynał w Tokio, jako potencjalny wokalista komercyjnej grupy rockowej, zafascynowanej amerykańskim mainstreamem, ale skończył jako ostoja klasycznego hip-hopu po drugiej stronie Oceanu Spokojnego.
Honda ma na koncie około dwudziestu pozycji w dyskografii (wliczając album z PMD, remixy i składanki), ale właśnie w tym roku ukazała się czwarta część jego legendarnej serii składanek producenckich. h IV to produkt pracy ze starymi wyjadaczami, ale też prezentujący nowe twarze. Mając pokaźną fortunę, własną markę ubraniową i "żelazny fanbase" w rodzinnym kraju, można sobie pozwolić na totalną olewkę trendów. Co z tego wszystkiego wyszło?
Dziś pojęcie "biznes" często ma w rapie zabarwienie negatywne i kojarzy się ze zbijaniem kasy z komercyjnego chłamu lub hedonistycznymi nawijkami pozbawionymi treści.
Jednak okragłe 21 temu legendarny kolektyw Erick & Parrish Making Dollars czyli EPMD pokazał wszystkim jak można sprawić, by "czysty biznes" był zarazem najczystszą rapowo-funkową bombą bujającą głowy i ulice.
Patent wstawiania do swoich kawałków klasycznych sampli wokalnych pełniących funkcję refrenu wykorzystywany był nieraz. Jednak często jest to niestety tylko nieudane podpięcie się pod klasyk i ewidentna profanacja.
Ale nie zawsze - Music to czysta perła i idealny przykład jak powinno się to robić. Ale nie dziwne, bo legendarny producent i raper wziął na warsztat legendarnego wokalistę.
Pierwsza połowa lat '90-tych to okres, gdy co chwilę pojawiał się album, wnoszący coś nowego, świeżego i ujawniający kolejne rapowe talenty z własnym, niepodrabialnym stylem. Duet Das EFX wyróżniał się nawet na tym tle.
Rozbujane, brudne i mocno zbasowane bity miało wtedy wielu. Ale takiego stylu jak reprezentanci Def Squadu nie miał nikt. Nie może dziwić, że Dead Serious wywarło wielki wpływ zarówno na underground jak mainstream i pokryło się platyną.
W związku z bardzo pozytywnym odbiorem poprzedniego odcinka cyklu, postanowiliśmy zaprezentować wam kolejną, brudną petardę, prosto z nowojorskich ulic. Wybór padł na numer naprawdę niesamowity, zarówno z uwagi na bit, jak i charyzmę MC - i kontrastujące ze sobą idealnie style.
Ja sam pamiętam jeszcze jak Rugged N Raw latało na początku tej dekady dość często na polskiej Vivie. W jaki sposób? Otóż w programie Rap Kanciapa wybierał je co któryś goszczący skład (czemu zresztą nie ma się co dziwić). Jednak teraz jest to już niemożliwością, więc z pomocą przychodzi Spinner.
Powrót w wielkim stylu! Duet brzmi po reaktywacji tak, że nie wiadomo, skąd rozbieżności artystyczne i przerwa w twórczości. Brudne, ale funkujące nowojorskie brzmienie, goście, którzy brzmią tu tak dobrze, jak dawno nie brzmieli. A do tego znakomity singiel Listen Up, wysoko osadzony w naszym rankingu.
Legendarny duet powraca. I to w jakim stylu! Znakomity esencjonalny numer sprawnie łączący nowojorski vibe z westcoastowym, ale zapomnianym już dziś talkboxem. Do tego rozbujany refren i stylowe zwrotki. Oby więcej takich powrotów, bo ten przywołuje miniony klimat jak mało co.
Niedawno przedstawiliśmy wam komentarz DJ-a Scratcha, który tłumaczył związek między swoim odejściem z EPMD, a klapą sprzedaży ostatniego krążka duetu. Okazało się potem, że to wszystko zamieszanie wynikłe przez niedopatrzenie byłego członka grupy.
Przeczytał on bowiem wiadomość otrzymaną przez MySpace i podesłał znajomej dziennikarce Miss Info, zapominając poinformować ją, że to tylko komentarz jednego z fanów. W efekcie Miss Info opublikowała wypowiedź jako oficjalną, a Scratch musiał skrzętnie się wytłumaczyć i przedstawić prawdziwy pogląd na sprawę.
W tym roku byliśmy świadkami kilku istotnych powrotów. Przede wszystkim po wielu latach przerwy zjednoczyło się kultowe EPMD, dając nam w grudniu jeden z najlepszych albumów tego roku. Po drugie - w pełnym składzie zaczęło grać The Pharcyde, po raz pierwszy od ponad 10 lat. Po trzecie wreszcie - Bone Thugs'N'Harmony zapowiedziało ponowne występy i nagrywki w oryginalnym zestawieniu.
Najnowszy album reaktywowanej legendy EPMD, czyli We Mean Business został przez nas oceniony bardzo dobrze. Jednak, ku nie tylko naszemu zdziwieniu, zupełnie nie przełożyło się to na sukces komercyjny.
W debiutanckim tygodniu płyta nie weszła nawet do czołowej 200 Billboardu, notując ilość około 2500 sprzedanych egzemplarzy. Jakie są powody tej klapy? Swoje zdanie ma DJ Scratch, odwieczny trzeci członek EPMD, który ostatnio odłączył się od ekipy.
EPMD to marka, której działalność wydawała się już na zawsze zamknięta. Jednak parę dobrych lat po rozejściu Erick Sermon i PMD postanowili ponownie zjednoczyć swoje siły, i zaatakować nasze membrany nowym albumem.
Czy nadal trzymają poziom, brzmią jak stare, dobre EPMD i mają coś swojego do zaoferowania na przemeblowanej przez ten czas scenie? O tym w recenzji.
Znaczenie EPMD dla rozwoju nowojorskiej sceny przecenić jest ciężko. Kultowy kolektyw, składający się z Ericka Sermona i Parrisha Smitha (aka PMD) nagrał wiele klasycznych albumów, w tym numery, do których nawiązania pojawiały się choćby u Nasa czy Jaya-Z.
Teraz, po dekadzie przerwy związanej z artystycznym rozstaniem, znakomity duet powraca z kolejnym albumem.We Mean Business ma pokazać, że w rapie nadal jest miejsce dla esencji Nowego Jorku, zajawki i funkujących basów.
Mieliśmy swego czasu epidemię powrotów ludzi, którzy w latach '90-tych. zapracowali sobie na status legend, a potem czas weryfikował ich legendarność i okazywało się, że "wielkie comebacki" okazywały się średnimi płytami, których trzykrotne przesłuchanie balansowało na granicy wytrzymałości psychicznej. Smutne rozczarowania spowodowały, że często na zapowiedzi powrotów reagowaliśmy bardziej sceptycznie niż entuzjastycznie.
Jednym z zapowiadanych na 2009 powrotów jest nadchodzący album EPMD. Erick i Parish to ewenement w skali światowej. Scenariusz zazwyczaj wygląda tak, że panowie kłócą się, obrażają, gniewają za niewyjaśnione sprawy finansowe, ogłaszają pojednanie i wydają genialną płytę. Nowy singiel Listen Up potwierdza tę regułę.
Już 9. grudnia światło dzienne ujrzy jedna z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku, czyli We Mean Business grupy EPMD. Album ukaże się nakładem własnego labelu Ericka Sermona i Parisha Smitha - EP Records. Fanów klasycznego rapu już od dawna zżera ciekawość, mnożą się pytania, a my mamy dla nich... Czyli "was" dużo odpowiedzi!
4. listopada w Sieci pojawił się najnowszy sampler nadchodzącego albumu, trwający aż osiem minut, więc będziecie mogli posłuchać próbek wielu kawałków - i to w większym rozmiarze, niż pięcisekundowy urywek bitu plus pół wersu. A warto.