Szesnaście lat temu Calvin Broadus Jr. nie był jeszcze znany jako wielki Snoop Dogg. Wtedy debiutował swoim pierwszym solo jako Snoop Doggy Dogg w labelu-legendzie - Death Row. Znany z featuringów na 'Chronic' Dr.Dre 22-latek, zaopatrzony w bity 'doktorka' zapewnił nam jedną z najlepszych płyt w historii gatunku. Charakterystyczny głos i melodyjne flow, którego dziś możecie słuchać w co drugim rapowym klipie na MTV, wtedy było czymś zupełnie nowym i rzuciło pół świata na kolana.
Wychudzony afroamerykanin z Long Beach tą jedną płytą zapewnił sobie wieczny szacunek hiphopowców. Nawet jeżeli wydawał potem w wytwórni Mastera P, nagrywał z przedziwnymi osobistościami z trzeciej ligi, lansował się po najgorszej marki programach telewizyjnych i nigdy już nie nagrał płyty na poziomie 'Doggystyle' (pomimo kilku innych znakomitych krążków), nikt nigdy nie powiedział o nim, że jest słaby. Jego debiut przepełniony g-funkowym brzmieniem 'zachodniej strony' w wykonaniu Dre w najwyższej formie z pomocą innego geniusza - Daza, dały efekt, którego dziś słucha się z taką samą przyjemnością jak te kilkanaście lat wcześniej. Bezczelne linijki gospodarza, który łamał wszelkie dotychczasowe granice inteligentnej błyskotliwości (dodatkowo trafiając do mas, a pogodzić te dwie rzeczy to sztuka) w połączeniu ze śmietanką westcoastu (Dr. Dre, Dogg Pound, Lady Of Rage, Warren G, Nate Dogg) dały niepowtarzalny efekt - klasykę g-funku, klasykę hip-hopu, klasykę muzyki w ogóle.