Świat się chyba kończy, kiedy Diamondowi D, jego własną płytę jednym bitem kradną takie kociaki jak Illmind czy Def Jef. Powrót po latach, w barwach Babygrande Records, nie jest najbardziej udanym jaki widziałem - ale też nie ma co go skreślać. Na pewno D nie jest w formie, jaką miał za czasów
Stunts, Blunts and Hip-Hop, szczególnie pod względem produkcji, ale nie zapomniał jak rzucić czasem punchem.
W duże zaskoczenie starych fanów wprawi to, że na The Huge Hefner Chronicles ten stary wyga zrobił... Tylko trzy bity! Nie wiem czy to nie lepiej, bo te trzy podkłady są zdecydowanie najsłabsze na płycie. Bez cienia dawnej energii, przebojowości, głębi basu. Na szczęście pojawili się młodsi koledzy. Najstarszy z nich,
DJ Scratch, nic nie traci z dawnej klasy, Illmind dał tu najlepszy bit od dłuższego czasu, a Def Jef i
Anthony Accurate pokazują się większemu gronu odbiorców ze znakomitej strony.