Lata '90-te są prawdziwą kopalnią rapowych klasyków. Tylko w '94 roku ukazały się takie kamienie milowe gry, jak Illmatic, Word...Life, czy... The Sun Rises In The East. Po bardzo udanym debiucie na Daily Operation GangStarra, Jeru The Damaja dostał możliwość rozpoczęcia kariery solowej pod banderą D&D Records. Na długo zanim Guru, Preemo i Jeru pokłócili się na amen (Guru w wywiadach nawet nie chce mówić o Jeru, a ten w numerze 99.9 Pa Cent otwarcie zaatakował byłych kolegów) powstała płyta dla której miano klasyka jest zupełnie oczywiste.Jeru The Damaja to raper łączący sprzeczności. Z jednej strony sam siebie określił jako "prophet", z drugiej nigdy nie odcinał się od ulic Brooklynu i ich "gorszych stron". Potrafił nawinąć numer dźwięcznie zatytułowany Da Bichez, ale zaczął go od intra w którym wielokrotnie podkreślał jak szanuje kobiety, które same się szanują. Bronił afroamerykańskiej społeczności, ale nie pozując na jakiegoś krystalicznie czystego zbawcę. Na okładce debiutu zaprezentował się jako destruktor World Trade Center, by zawrzeć na niej numer stanowiący swoisty "wyrzut sumienia" - Ain't The Devil Happy.














