
Kilka lat temu, będąc jeszcze na drodze do stania się supergwiazdą, Beyonce Knowles wyznała, że tłumi w sobie prawdziwą divę o imieniu Sasha. Teraz, po wydaniu dwóch multiplatynowych albumów, i odniesieniu sukcesów w branży filmowej, amerykańska wokalistka postanowiła w całości przeobrazić się w swoje alter ego, któremu nadała nawet nazwisko - i to takie, któro w pełni oddaje uwodzicielską i wybuchową naturę jej samej.
Na nowym albumie Beyonce, zatytułowanym
I Am... Sasha Fierce, Sasha otrzymuje swój własny głos i osobowość, która w dużym stopniu różni się od cichego usposobienia Beyonce. "To naprawdę ekscytujące, mieć pretekst do tego żeby móc tak mocno przesadzać we wszystkim", przyznaje wokalistka.
Czerpiąc inspiracje z
Barbry Streisand,
The Carpenters i
Prince'a,
I Am... Sasha Fierce opowiada dwie historie. Pierwsza z nich ma swoje źródło w uwielbieniu piosenkarki dla ballad. "Kocham utwory, które przepełnione są emocjami i sprawiają, że myślisz i czujesz jakieś emocje", mówi Beyonce. Druga połowa płyty, należąca do Sashy, to utwory kobiety bezpośredniej, otwartej, którą rozpiera duma i pewność siebie. Słyszalne jest to szczególnie na - najprawdopodobniej kolejnym - singlu z albumu, zatytułowanym Ego. Na Single Ladies, z kolei, wykpiwa związki. Na szczęście - dla nas przynajmniej - połączyła swoje obydwa przeciwległe bieguny, gdy przejęła nowojorskie studio, i zagrała swoje najlepsze utwory:
If I Were A Boy,
Single Ladies,
Etta James,
At Last,
Me, Myself And I, czy
Irreplaceable.