
Nie da się zaprzeczyć, że rewolucja techniczna zrobiła dla świata muzyki wiele dobrego. Możliwości produkcji, realizacji, obróbki czy dystrybucji muzyki zwiększyły się na skalę, o jakiej tacy ludzie, jak
Nat King Cole czy
Smokey Robinson pewnie nawet nie marzyli.
Talenty, które kiedyś pewnie mogłyby co najwyżej pograć przy ognisku, na harmonijce, dziś małym nakładem kosztów mogą same zbudować sobie przyzwoite studio i wysłać swoją taśmę demo na drugi koniec świata, czy spróbować wydania jej cyfrowej wersji. My, jako odbiorcy, dostaliśmy możliwość sprawdzania znacznie większej ilości muzyki, konkurencja się zwiększyła, a poziom poszedł w górę.. Nie można jednak nie zauważyć, że "era MP3" (nieważne, czy mówimy o tych legalnych, czy kradzionych), przyniosła nie tylko niebezpieczeństwa, ale wręcz wywołała plagę.
Plagę miłośników muzyki, którzy nie zasługują nie tylko na miano "fanów", ale nawet "słuchaczy".