x

Fashawn "Boy Meets World" [LP] - recenzja

Nic nie zapowiadało, że to dwudziestoletni chłopak z Fresno na Zachodnim Wybrzeżu, stanie się jednym z najlepszych debiutantów tego roku. Owszem, wypuścił przyzwoity mixtape z Alchemistem, pojeździł w trasy z Dilated Peoples, Defari'em i Cali Agents, zwerbował do pracy Exile'a, ale wydawało się, że on sam nie jest megatalentem.

Nic bardziej mylnego. Boy Meets World to nie tylko najmocniejszy jak dotąd debiut tego roku, ale w mojej opinii jedno z najsilniejszych wejść na scenę od paru ładnych lat i mocny kandydat do miana płyty roku. Panie i panowie... Wreszcie dzieje się coś ciekawego na albumach debiutantów!
Jedną z najsilniejszych, jeśli nie najsilniejszą zaletą tego chłopaka jest autentyczność. Nawija z pasją, rozprawia się z niełatwą przeszłością (nigdy nie poznał swojego ojca, który trafił za kraty zanim Fashawn przyszedł na świat, matka była silnie uzależniona od narkotyków i koniec końców chłopiec wylądował w domu dziecka), wlewając w to mnóstwo emocji, a mimo to nie popadając w przesadę. Zgrabnie łączy w swoim rapie uliczną wiarygodność, postawę prospołeczną i niegłupie i nieinwazyjne mentorstwo w stylu KRS One'a czy Kweliego, ale też trueschoolowe zacięcie Dilated. Nie gubi się w tym wszystkim i nie tworzy nam wątpliwości czy to przypadkiem nie jest jakąś pretensjonalna poza. Do tego operuje bardzo dobrym warsztatem, który w połączeniu z głosem odrobinę przypomina pierwsze płyty Nasa.

Do pary Fashawn wybrał sobie producenta, który być może ma w tej chwili życiową formę. To, co na tym albumie zrobił Exile, jest absolutnym mistrzostwem. Przyznam, kiedyś irytowała mnie jego wczuta w klimaty Madliba, ale dziś pokornie zwracam honor za wszystkie nieprzychylne słowa pod adresem tego kota. Na Boy Meets World stworzył zupełnie nowy muzyczny świat w który wchodzi się z olbrzymią przyjemnością. Z jednej strony dużo tu klasycznego vibe'u, trochę klimatu Tribe'ów, Stones Throw, ale również potężne bangery, jak rzeźnicki The Score, Ecology czy "typowo zachodni", Sunny CA. Wszystko pocięte tak, że da się bez większego problemu poznać kto to wyprodukował. Gdzieś pomiędzy wiszą sobie jeszcze rewelacyjne Why, Father i When She Calls, które są niemożliwe do zakwalifikowania. Dzięki tym bitom ponadgodzinny album potrafi polecieć jednego wieczoru trzy razy z rzędu. Piękna sprawa.

Całość doskonale uzupełniają goście. Nie ma tu słabego featuringu. Najfajniej wypadają Evidence, Blu i rewelacyjna J.Mitchell. Sam Fashawn powiedział w wywiadzie, że nie boi się o przyszłość rapu słuchąc B.o.B czy Kid Cudiego. Dobrze, że oprócz tych niewątpliwie bardzo uzdolnionych artystów, znalazł się też ktoś, kto potrafił przynieść nadzieję rapowi w wersji bardziej klasycznej. Shawn i Exile odświeżyli tę grę wyśmienitym albumem, który zasługuje na piątkę z olbrzmim plusem. Jeśli pojawi się w tym roku lepszy debiut, to już tylko "szóstkowy". Piękna płyta, polecam każdemu.

Komentarze użytkowników(1 of 1)

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music