Czasami dziwi mnie jak mało znany w naszym kraju jest Shyne. To raper, którego połowa dziennikarzy w Stanach ochrzciła następcą Notoriousa B.I.G. (druga połowa natomiast jego ordynarną kopią). To raper, który wydał dwa albumy, które pokryły się złotem i obydwa pojawiły się kiedy raper był... za kratkami.Ostatnio o Shyn'ie ponownie zrobiło się głośno za sprawą jego wyjścia z więzienia. Przypomnijmy, że zamknięto go w grudniu 99 po bardzo głośnej strzelaninie w klubie, w którym bawił się razem z Puff Daddym (jego wydawcą) i Jennifer Lopez.
Jego pierwszy album, zatytułowany po prostu Shyne, nie był wielkim arcydziełem, ale sama postać z pewnością zasługuje na większą uwagę. Podobnie jak pochodzące z niego single. Jednym z nich jest Bad Boys, z gościnnym udziałem Barringtona Levi, który zobrazowano bardzo udanym klipem.
Shyne zaliczył w swojej karierze tak wiele dziwnych wydarzeń, że mógłby nimi obdzielić połowę sceny. Wymieńmy tylko nagrywanie kawałka przez telefon z kicia, dissowanie się z 50 Centem, przejście na judaizm czy deportację do rodzinnego Belize. Nijak nie zmienia to faktu, że takie numery jak That's Gangsta czy właśnie Bad Boys to single, które zrodziły "złoty" sukces rapera i słuchając ich od razu rozumie się dlaczego.














