x

Brother Ali "Us" [LP] - recenzja

Zawsze słuchając naszych ulubionych artystów mamy wrażenie, że najlepiej byłoby, jakby puszczali jedną płytę w tygodniu. Kiedy jednak któryś z nich zaczyna regularnie zarzucać nas nowym materiałem, zdajemy sobie sprawę, że "co za dużo, to niezdrowo". Brother Ali ostatnio puszczał sporo muzyki, ale ciężko było mieć mu to za złe, bo poziom, który reprezentowała, był naprawdę wyśmienity.

Kiedy wyszło Truth Is Here myśleliśmy, że po EP-ce znowu nastąpi długa cisza i dopiero po dwóch trzech latach reprezentant Rhymesayers wróci z nowym longplayem. Pomyłka. Us ukazało się zaledwie kilka miesięcy potem. Czy reguła nadmiaru muzyki w tym wypadku może mieć rację bytu?

Wydaje mi się, że w tym wypadku wcale nie chodzi o ilość, a raczej o jakość. Nie czułem się zmęczony Truth Is Here sięgając po Us, a mimo to trochę się rozczarowałem. Jeden z najlepszych duetów producent/raper ubiegłej dekady (oczywiście mam na myśli Anta i Aliego) nie lubią łatwych rozwiązań. Fakt, że ich patent na robienie muzyki dotąd się stuprocentowo sprawdzał nie osłabił ich ambicji i chęci rozwoju. Być może dlatego klasyczne zacięcie i nawiązania do złotej ery (oczywiście z użyciem współczesnych możliwości i chorych wizji członka Atmo) postanowili zastąpić eksperymentami.

Eksperyment nie musi oznaczać kroku w złą stronę. Wręcz przeciwnie... Szczególnie, kiedy decydują się na niego tak znakomici artyści jak Ant i Brother Ali. Nikt nie podważa ich talentu i zdolności. Ten pierwszy chociażby ostatnią płytą Atmosphere udowodnił, że potrafi tworzyć zupełnie nowe patenty i sprawić, że jaramy się nimi jak dzieci. W tym wypadku eksperymenty nie są aż tak odważne. Mimo to mam wrażenie, że Ali w takiej konwencji sprawdza się gorzej niż Slug i bardziej do twarzy mu z tradycyjnymi "kosiarzami" mistrza produkcji z Minneapolis.

Nie mogę powiedzieć, że teksty Aliego nie robią już wrażenia, głos nie elektryzuje, a flow nie imponuje jak kiedyś. W końcu to wciąż on, a każdy fan wie, że jest nieprzeciętny. Czy to wada, że tym razem zamiast o sobie samym częściej mówi o osobach z bliższego i dalszego otoczenia, akcent kładąc bardziej na "my" niż na "ja"? Nie. To można zaakceptować. To, że gdzieś z tej produkcji uciekł niepowtarzalny klimat takich produkcji jak Shadows On The Sun, Champion czy choćby Truth Is Here już niestety nie. Brawo za podjęcie próby wyznaczania nowych kierunków dla swojej muzyki, ale za całe wydawnictwo "tylko" czwórka z minusem. Oczywiście fani wiedzą, że muszą to znać - pomimo wad, dla 'Round Here czy You Say (Puppy Love) po prostu trzeba.

Komentarze użytkowników(1 of 1)

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music