"This is the end / my only friend / the end", tymi słowami rozpoczyna się najbardziej apokaliptyczna kompozycja w dorobku The Doors. Początkowo The End było niepozorną, miłosną balladą. Dopiero podczas koncertowych improwizacji utwór rozrósł się do niebotycznych rozmiarów. Ponoć słynną edypowską sekwencję ("father, I want to kill you", itd.) Morrison wymyślił na kwasowym odlocie. Muzyk musiał wyjść wówczas na scenę, mimo że - umówmy się - nie był za bardzo w stanie.
To był rok 1966. Kilka miesięcy później The Doors byli już sławni, a Morrison zaczął poznawać grube ryby show-biznessu. Był wśród nich Andy Warhol, który planował obsadzić Jima w jednym ze swoich filmów. Ze współpracy nic nie wyszło, ale przy okazji Morrison poznał...
... Nico!
O tej odurzająco pięknej Niemce można powiedzieć wiele. Aktorka, modelka, wokalistka czy wreszcie muza Andy'ego Warhola. Miała nosa do ludzi i potrafiła wykorzystać swoje znajomości. Dzięki Warholowi trafiła do zespołu Velvet Underground, z którym nagrała legendarny album Velvet Underground and Nico.
Nico i Morrisona połączył przelotny romans, ale artystka nigdy nie zapomniała o charyzmatycznym liderze The Doors. Dlatego jakiś czas po jego śmierci postanowiła osobiście rozliczyć się z tym wydarzeniem. Tak powstała jej wersja utworu The End.
Połowa lat 70. drastycznie różniła się od końcówki lat 60. Nie było już na świecie Morrisona, Hendrixa i Janis Joplin. O hippisach mało kto wspominał, a psychodeliczne narkotyki zastąpiła kokaina. To słychać w muzyce Nico - już nie ujmująco pięknej i szlachetnie dramatycznej, ale zimnej, wysublimowanej, neurotycznej. Takie jest właśnie jej The End - a więc utwór, który pojawił się na jej czwartym solowym albumie zatytułowanym po prostu The End...
Poniżej możecie wysłuchać utworu w oryginale The Doors. Jeśli chodzi o Nico, darowaliśmy sobie studyjną wersję na rzecz bardzo ciekawego koncertowego nagrania.
Dokładnie 1 czerwca 1974 roku doszło do niezwykłego koncertu w londyńskim Rainbow Theatre. Na scenie - obok Nico - stanęli John Cale i Brian Eno (starzy dobrzy znajomi) oraz Kevin Ayers, znany z wczesnego Soft Machine. W tym wyborowym składzie niemiecka wokalistka wyśpiewała swój lodowaty hołd dla Morrisona. Warto go posłuchać.














