x

Łysonżi "Dżonson" [LP] - recenzja

Od dawna myśleliśmy o tym, że na polskiej scenie jest sporo miejsca dla takich graczy jak Łysonżi. Za mało jest chamskich produkcji, które nie brzmią jak „bardzo chcę być niegrzeczny", a raczej „sory, taki jestem i taki jest mój rap, jak Ci się nie podoba to się p***dol". Od czasów mixtape'u Szybkiego Szmalu i gościnnych zwrotek u kumpli myśleliśmy jak wyglądał będzie solowy album tego kota... To punchliner, ale bez spinania się na jakieś wojny z wyimaginowanym przeciwnikiem, wyluzowany jaracz (jeden z większych), ale trzymający się tematu, cham, ale nie idiota...

Łysonżi dołączył do składu Szybkiego Szmalu jako jeden z ostatnich, ale wzbogacił go o styl, który poznacie już po pierwszym wersie. Doskonale oddaje go opis wstąpienia do ekipy „Łysy kiedyś przyszedł po jointy i tak już zostało". Sposób w jaki akcentuje, jak wchodzi na perkusje, ale również jak pisze teksty jest bardzo specyficzny. Niektórzy mogą tego stylu nie pokochać, ale to chamstwo, ciągle nawijanie o jaraniu, chlaniu i byciu bezczelnym potrafi się bezpardonowo wkręcić w banię.
Kozacko, że Łysonżi doczekał się oficjalnego debiutu. Zasługuje na to. Pytanie czy wykorzystał swoją szansę w pełni? Na pewno nie w stu procentach. Ma charyzmę i potrafi przekonać słuchacza do swojego stylu, pomimo wielu niedociągnięć i chwilami irytującego nawijania „przed bit". Wchodzi jakoś inaczej niż wszyscy co czasami jest zaletą, ale czasem zwyczajnie denerwuje. Podobnie jest z innymi patentami – np. z powtarzaniem tych samych zwrotów tuż po sobie czy dziwnym artykułowaniu wersów, które brzmią potem trochę jakby raper był niesamowicie spięty, a być spiętym na takiej płycie nie powinien. Czasami brzmi fajnie, czasami denerwuje, co prowadzi do wniosku, że trochę brak tu wyczucia i autokontroli przed mikrofonem. Wad tego albumu jest trochę więcej... Za dużo tutaj gości. Większość daję radę, ale czasami style gryzą się z szybkoszmalowym klimatem Łysego. Jego flow najlepiej brzmi obok Małego Esz Esza, VNM'a, Wdowy, Smarkiego, W.E.N.Y. czy Procenta. Reszta featuringów przeważnie brzmi dobrze, ale nie zawsze sprawdza się jako uzupełnienie stilo gospodarza. Np. Mes rozwala swoim wejściem wszystko wokół. Tak bardzo, że aż zwrotka gospodarza wydaje się słabiutka.

Jeśli chodzi o bity jest wyjątkowo różnorodnie. Z jednej strony mamy korzenny brud od Świętego, z drugiej nowoczesne, ale nie burackie syntetyki od Szopsa i Kazzushiego. Znalazło się tu miejsce dla Erio, ale również dla kontrowersyjnego Hensona. W szok wprowadza 101 Decybeli – jeszcze nie słyszałem jego słabego bitu... Co więcej nie słyszałem nawet takiego o którym nie powiedziałbym, że jest rewelacyjny. Nie inaczej jest z mistrzowskim Moje Życie, Mój Syf z gościnnym udziałem Smarka. Na duże brawa zasłużył też Goti.

Sporo było o wadach... Skupmy się na zaletach – Łysy jest inteligentnym chamem, którego prosta błyskotliwość potrafi rzucić na łopatki (za Prawdziwe Kłamstwa powinien dostać Order Uśmiechu). Potrafi na swoim albumie stworzyć własny, unikatowy klimat i sprzedać nam swoją, nie zawsze zdrową jazdę. Ma za plecami dobrych ziomów, którzy widocznie lubią go na tyle, że rzucają na jego produkcji tłuste wersy. Dżonson to płyta, która idealnie trafi do rosnącego grona fanów SzSz, ale niestety nie pozbawiona wad. Łysonżi nie jest idealnym raperem, nie wszystkie bity są tak dobre jak Lecisz Na Ryj czy Moje Życie Mój Syf, nie każdy z gości pasuje i nie każdy daje dobrą zwrotkę, ale mimo to Dżonson to płyta do której instynktownie się wraca. W skali szkolnej czwóreczka, ale jak to nawinął Mały Esz Esz „wolę palić piątkę do południa niż mieć ją na kolokwium". Kolejna szybszkoszmalowa produkcja, która sprawia, że nie można nie lubić tej ekipy. Mogło być lepiej, ale jest na tyle dobrze, że będziecie wracać do Dżonsona po wielu miesiącach, a może i latach.

Komentarze użytkowników(1 of 1)

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music