
W połowie lat '90-tych miał miejsce prawdziwy wysyp składanek rozmaitej jakości, opisanej jako "chillout". Jedne z nich były lepsze, inne gorsze, łączyła je jednak w miarę spójna stylistyka utworów, obecnych na wspomnianych albumach. Pomogło to rozpromować gatunek, a artystom którzy ulubili sobie tą właśnie konwencję, zapisać się w świadomości słuchaczy.
Brzmienia, które pojawiały się w połowie ubiegłej dekady, określane mianem "chilloutu", miały sporo wspólnego z downtempo i triphopem. W miarę upływu czasu - wraz ze zbliżającym się przełomem wieków i tysiącleci - przebijały się też wolniejsze brzmienia house'owe, nu-jazzowe, psybientowe i lounge'owe, o tempie od 80 do 110 uderzeń na minutę.
Jako "chillout" nierzadko klasyfikuje się także trance i Intelligent Dance Music (zwane w skrócie IDM), a także kawałki określane przez niektórych jako "balearic beat". Jako elementy charakterystyczne dla chilloutu można wyznaczyć tonalność, delikatne, ciche brzmienie i brak inwazyjności.
Wykonawcami, z którymi warto się zapoznać, są De-Phazz, Kruder & Dorfmeister, Electric Skychurch oraz Nightmares On Wax.














