x

Recenzja: Aphex Twin "Selected Ambient Works 85-92"

To, co w ostatnich dwóch dniach Aphex Twin zaprezentował w Krakowie, przejdzie do historii. Jeśli i wy nie ochłonęliście jeszcze po występach mistrza elektroniki na festiwalu Sacrum Profanum, mamy dla was miłą niespodziankę. To recenzja najsłynniejszego albumu Twina - albumu, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło.

Na przełomie lat 70. i 80. monumentalną, czteropłytową serią Ambient
Brian Eno dał początek niezwykłemu gatunkowi muzycznemu. Muzyka nastroju, zwana enigmatycznie ambientem okazała się czymś zupełnie nowatorskim, ale zbyt trudnym dla przeciętnego słuchacza.

Z upływem czasu o dźwiękowym wynalazku Eno powoli zapominano. Co prawda, na bazie ambientu eksperymentowali twórcy nowoczesnego techno z Detroit, ale na prawdziwą nobilitację gatunku trzeba było zaczekać do roku 1992. To wtedy mało jeszcze znany muzyk z Irlandii o pseudonimie Aphex Twin wydał rewolucyjny album Selected Ambient Works 85-92.

Tym krążkiem Aphex Twin dokonał rzeczy niebywałej. On na nowo zdefiniował ambient i skierował go na zupełnie nowe tory - muzyki techno. Tak powstała wyjątkowa hybryda; z jednej strony prosta w odbiorze, z drugiej niezwykle wciągająca. Intelligent Dance Music. IDM.

Aphex Twin to czarodziej, który raczy nas wyrafinowanymi magicznymi sztuczkami przez ponad godzinę. Na płycie mamy i nastrojowe perły pokroju Xtal, Hedphelym i Actium, i niesłychanie klimatyczne Tha i We Are The Music Makers.

Ktoś może powiedzieć, że Aphex Twin nie stawia słuchaczowi większych wymagań; że jego muzyka jest miła, łatwa, przyjemna. Ale na dobrą sprawę, czy utwory Briana Eno były tak nieprzystępne?
Dla niewprawnego ucha mogły się one po prostu wydawać zbyt monotonne. A przecież Aphex Twin w żadnym momencie nie oszczędza się, co chwilę opowiadając zajmującą historię.

Selected Ambient Works 85-92 to dzieło prowadzące dyskurs z przeszłością (nie tylko z Brianem Eno, ale i muzyką Kraftwerk czy Jean Michel Jarre'a - posłuchajcie Ageispolis!). Jednocześnie miało ono decydujące znaczenie dla przyszłej generacji twórców. Pulsewidth i Ptolemy to przecież zapowiedź choćby trance'u reprezentowanego przez Paul Van Dyka i Armin Van Bureena.

Legendarny krążek. Koniecznie trzeba go znać.



Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music