Zacznijmy może od tego, że jakąś fatalną dziejową pomyłką jest fakt, że jak w naszym rejonie trafiają się dwa kozackie koncerty, to zawsze w jednym czasie. Nie inaczej było w tym roku z czeskim Hip Hop Kempem i krakowskim Coke Live Festival. Przyznaję, że na tym drugim znalazłem się trochę "przez pomyłkę" i jedynie ostatniego dnia, ale nie zwalnia mnie to z obowiązku podzielenia się z wami swoimi wrażeniami.22. sierpnia na trzech scenach Coke Live Festivalu pojawili się tacy artyści, jak Shaggy, Madcon, Ten Typ Mes, Marika czy najbardziej wyczekiwany przez nas Nas (nomen omen). Jak było?
Zaczęło się od tego, że jak zwykle spóźniliśmy się na pierwszy wybrany przez nas koncert, dzięki jak zwykle zawodnej komunikacji miejskiej i jak zwykle przedłużonym before party. Traf chciał, że kwadrans po osiemnastej po radosnym klepaniu po pośladkach przez groźnych panów z ochrony znaleźliśmy się pod sceną na koncercie Tego Typa Mesa. Warszawiak w schludnym kapeluszu, jeszcze chyba lekko zawiany po Kempie, wraz ze Stasiakiem dali koncert w swoim stylu. Stare numery mieszały się z nowymi, bangery z chillami, a te bardziej znane z trochę niedocenianymi. Bawiliśmy się dobrze i kiedy "Stejzi" na koniec "spontanicznie" pytał "Jak było?" mogliśmy szczerze odkrzyknąć "Zaj***ście". Szkoda tylko, że obaj panowie z Zamachu Na Przeciętność zagrali tylko dwa single (aż się prosiło o Welcome/Wilkkomen), a repertuaru nie zmieniają od dłuższego już czasu. Do czegoś trzeba się przyczepić, nie?
Potem zgodnie z planem udaliśmy się do niedalekiego centrum handlowego w celu spożycia czegoś, co miało sprawić, że na Nasie "nie będzie ssania w żołądku". Mijając główną scenę upewniłem się, że Madcon to tylko średniej jakości, europejska podróbka Black Eyed Peas. Co było dalej?














