x

Hip Hop Kemp "Krwawa sobota" - relacja z III dnia

W ubiegłym roku ostatni dzień Hip Hop Kempu był zarazem najlżejszy a równo z zachodem słońca zamknięto główną scenę. W tym roku organizatorzy postanowili zadziałać całkowicie odwrotnie.

Dlatego w sobotę zostaliśmy zbombardowani kozackimi występami, wśród których ukryły się trzy najlepsze (moim zdaniem) na całym festiwalu. Kto rozgrzał publikę do czerwoności?

Przed wyjazdem do Hradec typowałem występ B.o.B. na Top 5 festiwalu i nie mogłem zrozumieć, dlaczego organizatorzy ustawili go o nieludzko wczesnej godzinie 16:20. Po powrocie nie mogę zrozumieć tego jeszcze bardziej. Dwudziestoletni megatalent z Atlanty okazał się bowiem bezdyskusyjnym czarnym koniem, urzekając swoim występem także tych, którzy na codzień krzywią się na samo brzmienie słów "Dirty South". Pokazał bowiem wielką muzyczną elastyczność, sceniczność i udowodnił, że nieprzypadkowo porównywany jest do Andre 3000. Rapował, śpiewał, grał na gitarze. A wszystko z energią i uśmiechem na ustach (oraz w koszulce... Kosha Dillza). Wykonania na żywo takich numerów jak On Top Of The World czy I'll Be In The Sky to prawdziwe bomby i nie dziwi, że wiele osób bez wahania uznało to, co zrobił Bobby Ray za najlepszy koncert Kempu. Jak dla mnie był numerem dwa, ale o tym, komu udało się go wyprzedzić dowiecie się za chwilę... Czekajcie też na wywiad, z którego dowiecie się paru naprawdę ciekawych rzeczy.

Po Bobbym, a przed głównymi gwiazdami czekało nas jeszcze kilka konkretnych występów. Na początek na scenę wkroczył weteran westcoastu - Planet Asia, który na wejściu kazał jeszcze raz zrobić hałas dla B.o.B. a potem ruszył z własnym materiałem. Było klasycznie, mocno i energicznie ale zabrakło mi trochę takich numerów jak How The West Was One, na które czekałem cały koncert. Następnie nadszedł czas na naszych reprezentantów, którzy mieli sprawić, by znów spadł Warszafski Deszcz i pokazać tysiącom zgromadzonych jak się robi hip-hoooop.

I pokazali. Poczynając od Deszczów Niespokojnych poprzez niesamowite na żywo Już od 99 płynę i nowy materiał, aż po nieśmiertelną klasykę z ostatnim - wiadomym dla wszystkich - akordem. Pomysł na koncert i gadki między numerami zrekompensowały zdarte gardło Tedego. Obaj kolejny raz pokazali, że dobrze zgrywają się i uzupełniają a ich występ dobrze wpasował się w kempowy klimat. Nie zabrakło też wydarzeń nieprzewidzianych. Takich jak to, gdy na scenę wpadła znajoma już flaga nC a Numer i Tede z zaskoczeniem zaczęli się jej przyglądać, zatrzymując się szczególnie przy haśle "Ładowanie rąk nie brudzi". Gdy rozłożyli płachtę i zebranym ukazało się wysokoprocentowe logo odzew publiki był naprawdę głośny i spontaniczny.


Komentarze użytkowników(1 of 1)

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music