x

Splash Festival - "Rap łączy kontynenty" - relacja z III dnia

Trzeci dzień Splash Festivalu 2009 dla nas samych był najbardziej pracowitym. A pod względem wykonawców naprawdę międzynarodowym, pokazującym, że hip-hop nie ma już żadnych granic i utalentowanych artystów znaleźć można wszędzie.

Obok jak zwykle dużej reprezentacji USA i Niemiec usłyszeliśmy też artystów z Wielkiej Brytanii (Stereo MC's, Roots Manuva) a nawet z dalekiej Australii (Hilltop Hoods)!

Jako pierwsi na głównej scenie zaprezentowali się autorzy niedawnego hitu Beggin czyli Madcon. Żywa, imprezowa i zachęcająca do tańca muzyka była dobrym startem ostatniego dnia a widać że i grający mieli znakomitą zabawę. Publika mogła wreszcie szaleć w spokoju, bo tym razem deszcz atakował nas dużo rzadziej i w małych ilościach. Gdy Madcon opuścił scenę obejrzeliśmy fragment występu Stereo MC's. Widziałem ich drugi raz i znów nie mogłem się nadziwić skąd starszy facet pokroju Roba B. może mieć tyle energii. Wprawdzie ludzi pod sceną mało (chyba jednak nie ten target na główną scenę Splasha) to koncert ocenić można na plus. Ale najlepsze było dopiero przed nami.

W połowie występu Anglików przenieśliśmy się do namiotu Samoa, gdzie tego dnia działo się najwięcej. Na pierwszy ogień poszedł australijski tercet Hilltop Hoods, który swoją muzyką kazał nam "skakać do góry jak kangury". Potężny, kipiący energią występ naprawdę rozbujał zgromadzonych a ja utwierdziłem się w przekonaniu o wybitnie koncertowym charakterze repertuaru ekipy z Adelaide. Po koncercie udało nam się też przeprowadzić wywiad z Hilltopami, którzy okazali się niesamowicie sympatyczni i rozgadani. Widać, że mimo wielkiej popularności w ojczyźnie wciąż mają ambicje, apetyt i chęci zdobywania dalszych fanów a bawią się przy tym wyśmienicie. Z powodu wywiadu przegapiliśmy niestety koncert Jedi Mind Tricks (szalone tempo festiwalu nie dało szans na zobaczenie wszystkiego), ale zdążyliśmy na największą gwiazdę głównej sceny. Szalony kolektyw La Coka Nostra wydawał się zgromadzić największą ilość oddanych fanów, bo na koszulki z logiem LCN mogliśmy natknąć się co parę kroków a płyty, które można było przedpremierowo nabyć na jednym ze stoisk, znikły błyskawicznie. Przez to sam nie zdążyłem wzbogacić swojej dyskografii o A Brand You Can Trust. Sam koncert wyglądał naprawdę ciekawie - solidne przemieszanie materiału House Of Pain, Non Phixion oraz samego LCN zrobiło swoje. A tego jak wyglądała reakcja ludzi w trakcie Jump Around chyba nie trzeba opisywać.

Szybko po zakończeniu koncertu La Coki popędziliśmy znów do namiotu Samoa, gdzie organizatorzy ulokowali Detroit Moves Tour, czyli projekt w ramach którego wystąpili Guilty Simpson, Phat Kat oraz Big Tone. Zdążyliśmy na samą końcówkę występu Phata (i zrozumieliśmy skąd ksywka) po czym na scenę wkroczył Guilty. Przyznam, że poznałem go dopiero po głosie. Znacznie schudł i przyciął charakterystyczną brodę. Ale chyba wyszło mu to na dobre, bo wypadł nieporównywalnie lepiej niż na ubiegłorocznym HHK. Wtedy zabrakło energii, wkradła się zamułka i byłem pewien, że Guilty ze swoją leniwą nawijką jest MC wybitnie niekoncertowym. Ale moja teoria legła w gruzach, bo tym razem świetny materiał z Ode To The Ghetto zabrzmiał naprawdę mocno i klimatycznie. Po koncercie natomiast cała trójka błyskawicznie wyszła do fanów.


Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

Slaughterhouse

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music