Dziś pojęcie "biznes" często ma w rapie zabarwienie negatywne i kojarzy się ze zbijaniem kasy z komercyjnego chłamu lub hedonistycznymi nawijkami pozbawionymi treści.
Jednak okragłe 21 temu legendarny kolektyw Erick & Parrish Making Dollars czyli EPMD pokazał wszystkim jak można sprawić, by "czysty biznes" był zarazem najczystszą rapowo-funkową bombą bujającą głowy i ulice.
Jeśli swoją rapową edukację rozpoczęliście od produkcji z połowy lat 90-tych to i tak słuchając Strictly Business będziecie mieli uczucie deja-vu. Bowiem podkłady z tej płyty odtwarzali potem na nowo zarówno Jay-Z na Reasonable Doubt (Ain't No Nigga) jak Nas w tytułowym tracku z Nastradamusa. To jedne z najważniejszych czterdziestu minut w rozwoju rapu, które pokazały jak idealnie połączyć brud i zadziorność z przebojowością a soczysty uliczny rap z funkową pulsacją. Klasyczne sample, z których wyciskano wszystko co najlepsze, groove i stylowy luz a wśród tego dwójka charyzmatycznych i idealnie uzupełniających się przez kontrast raperów.
Rozbujane, melodyjne flow Sermona obok grobowego, niskiego i mega klimatycznego wokalu PMD to tylko na pozór nie pasujące zestawienie. Tak naprawdę "&" między ksywkami Erick i Parrish naprawdę oznaczało duet, który wiedział jak "robić dolary" z klasą i esencjonalnym brzmieniem. W końcu nie przypadkiem wszystkie ich płyty (poza ubiegłorocznym powrotem) pokryły się złotem. A sukces komercyjny szedł w parze z artystycznym, tak jak przy Strictly Business, które było jednym z fundamentów pomostu między oszczędnością i vibe'em oldschoolu a głębokością brzmienia lat 90-tych. Let The Funk Flow odpowiednio nas rozbuja, You Gots To Chill pozwoli się wyluzować a It's My Thing wprawi w bliżej nieokreśloną wibrację. A EPMD sprawnie poprowadzą między dźwiękami dzięki swojemu talentowi i wzajemnej chemii.
W jednej z amerykańskich recenzji tej płyty przeczytałem ciekawą kwestię. "Zdecydowanie dominuje tu tematyka mówiąca o tym, jak wybitne jest EPMD a jak słabo wypada przy nich reszta - ale co z tego, skoro każdy numer dobitnie potwierdza tę tezę?" I rzeczywiście coś w tym jest - ten album po prostu trzeba znać.














