Myślę, że nie będzie to specjalnie kontrowersyjnym stwierdzeniem, kiedy napiszę, że większość czekała na Blaqprint bardziej ze względu na bity DJ-a Premiera, niż na zwrotki Blaq Poeta. Po pierwszym singlu wszyscy zamarliśmy... Ain't Nuttin' Changed było prawdziwą bombą, powrotem Preemo w niesamowitej formie i nowymi narodzinami Poeta, który pokazał, że hardkor w Nowym Jorku ma się znakomicie.Po długim (a może raczej piekielnie dłużącym się) oczekiwaniu, w końcu dostaliśmy tę płytę w swoje ręce. To chyba pierwszy album, na którym możemy usłyszeć tak dużo muzyki Preemo, odkąd zaangażował się we współpracę z Chrisitną Aguilerą. Ten 44-letni geniusz bitmaszyn potrafił zrobić wartościową artystkę z plastikowej lali z telewizji. Klimat i zadania oczywiście zmieniły się zupełnie, ale czy poziom sztuki również?
Warto wyjaśnić na starcie - wszyscy, którzy spodziewali się piętnastu bomb w stylu Ain't Nuttin' Changed będą zawiedzeni. Blaqprint to klasyczna robota Premiera. Wszyscy myśleli, że coś zrobi, więc on zrobił coś zupełnie innego. Brzmienie tego albumu to powrót do pierwszej połowy lat 90. w ich najmroczniejszej wersji. Dla kogoś może to być wada, ale każdy kto usłyszy pianino Hood Crazy musi poczuć ten nieprawdopodobny, hardkorowy, klimat. Bity są tutaj proste, jak zwykle oparte na pętlach, ale tego akurat można było się spodziewać. Robotę filara z GangStarra doskonale uzupełnili odpowiedzialny za U Phucc'D Up Easy Moe Bee (chcemy więcej jego muzyki!) i Gemcrates, którego Sichuwayshunz pasują do klimatu nowojorskich ulic jak ulał i wprowadzają chwilę rozkminki i spokoju. Wszyscy, którzy wyczekują tylko na szalone bangery, na pewno docenią też nieprawdopodobnie mocne Hate z Noreagą, które w opini wielu przerosło nawet genialny singiel.
Co do Blaq Poeta, to jest to niesamowicie miłe zaskoczenie. Nie ma chyba rapera, który na tak hardkorowych i mrocznych podkładach czułbym się lepiej. Uzupełniają się z Premierem wyśmienicie. Poet jest w swojej nawijce prosty, ale na pewno nie głupi. Bardzo ostre wersy i bardzo energiczne flow brzmią na tych bitach idealnie. Jest to raper na tyle charyzmatyczny już po kilku przesłuchaniach rapuje się z nim teksty na pełnej zajawce. Bardzo dużym plusem są świetne lirycznie Voices (kawałek o zmarłych raperach chyba nigdy tak dobrze nie trafiał w sedno) i Never Good Bye dla zmarłego zioma, gdzie wraz z Premierem Blaq zapewnił świetny emocjonalny kolaż. Po tym albumie już nikt nie powie o tym typie, że jest średni (a mnie też się zdarzało... zwracam honor!), bo udowodnił, że swoją charyzmą, uliczną mądrością i hardkorowym flow zjada naprawdę sporą część sceny.
Po pierwszych przesłuchaniach możecie nie docenić tego albumu. Trzeba się w niego wkręcać, trzeba wyczuć klimat i usłyszeć "zachodzące słońce nad Nowym Jorkiem", a tutaj naprawdę można je usłyszeć. Powrót Preemo może nie jest tak wielki jak byśmy chcieli, ale i tak słucha się tego znów z niekłamaną zajawką. Poet to raper, który muzykę tego kota rozumie znakomicie i umie popłynąć na niej naprawdę nieprzeciętnie. Mamy słabsze momenty i "spadki napięcia", ale i tak ten album trzeba znać. Czwórka z plusem.















Komentarze użytkowników(1 of 1)
kuoterat 7-06-2009
wszystko fajnie tylko szkoda, że wszystkie kawałki (oprócz maxymalnie trzech) były znane przed wydaniem płyty... no ale przeciez ma to byc pre-album przed "prawdziwym" LP Poeta, wiec badzmy dobrej mysli:)
pozdro
emdozetat 7-07-2009
Chyba Ci się coś pomyliło... Tym pre-albumem był "Blaqout". A to jest już prawdziwe LP.
kikiat 7-07-2009
nie ma mowy o pomylce-blaqout to byl mixtape najpierw tylko na itunes-pozniej wydany na cd.Blaq Print od zawsze (w kazdym wywiadzie i wypowiedziach) byl nazywany przez preemo i poeta jako pre album do The Best That never dun it.
pozdrawiam.I gettin -mega kozak
emdozetat 7-08-2009
No to się cieszę, bo należę do grona osób, "którzy spodziewali się piętnastu bomb w stylu Ain't Nuttin' Changed" :D