1969 r.
Śmierć Briana Jonesa. Po całonocnej imprezie, ciało byłego muzyka The Rolling Stones zostało znalezione w basenie przy jego posiadłości w angielskim Hartfield. Brian Jones był jednym z założycieli Stonesów. Niestety, z upływem lat muzyk coraz bardziej popadał w uzależnienie i nie przykładał się do spraw zespołu. Na krótko przed feralnym 3. lipca, koledzy wyrzucili go z grupy. Miał 27 lat.
1971 r.
Z Wielkiej Brytanii przenosimy się do Francji, gdzie śmierć zastała innego niespokojnego ducha rockowej sceny - Jima Morrisona. Lider The Doors nie oszczędzał się. Przez kilka lat fantastycznej kariery The Doors, bawił się, ćpał, pił, rozrabiał, ale przy tym tworzył doskonałą muzykę i teksty. Pod koniec sesji nagraniowych do ostatniego albumu Doorsów - LA Woman, Morrison postanowił przeprowadzić się do Paryża. Krótko po przyjeździe zmarł na atak serca. Podobnie jak Brian Jones, w chwili śmierci Jim miał 27 lat.
1973 r.
Ostatni występ tournee promującego bestsellerowy album Davida Bowiego - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars. "To będzie (...)ostatni koncert, jaki kiedykolwiek zagramy", zapowiadał złowróżebnie Bowie. Okazało się, że tym samym zakończyła grupa The Spiders From Mars - powołana na czas promocji płyty.
1976 r.
Sceniczny powrót Briana Wilsona. Po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat, Wilson zagrał koncert ze swoim zespołem The Beach Boys. Już w latach 60. artysta nie radził sobie ze stresem towarzyszącym występom. Potem rozwinęła się u niego choroba psychiczna, która uniemożliwiła mu działalność artystyczną. Na szczęście, do czasu.
2004 r.
Szósty album grupy Beastie Boys - To the 5 Boroughs, najpopularniejszą płytą w USA. Krążek nie tylko świetnie się sprzedał, ale także okazał się sporym sukcesem artystycznym hip-hopowego składu z tradycjami.














