Śmierć Michaela Jacksona poruszyła cały świat. Media prześcigają się w kolejnych informacjach i spekulacjach, fani opłakują idola a muzycy publicznie wyrażają swoje ubolewanie - czy to wypowiedziami czy tribute'ami.
Również na naszych łamach swoimi odczuciami podzieliły się różne wpływowe osoby. Mimo tego postanowiłem stworzyć coś na kształt felietonu, by zebrać także własne refleksje i dodać parę słów od siebie. Poniższy artykuł zapowiada też właściwe felietony, które już niedługo zaczną - mam nadzieję, że dość regularnie - pojawiać się na naszych łamach. Póki co - parę słów o własnych wspomnieniach, mediach, wpływie Jacksona na bliski mi rap, oraz różnicy między "słuchaniem" a "słyszeniem".
Od kiedy pamiętam, muzyka Jacksona przewijała się gdzieś koło mnie. Młodszy brat ze słuchawkami na uszach katował Thrillera w dużym pokoju ze starej kasety, a media nosiły Michaela na rękach. Ja sam nigdy nie uważałem się za wielkiego fana Jacko, nie znam na pamięć całej dyskografii... Ale jednak na szczycie pierwszej edycji własnej listy przebojów (które tworzyłem namiętnie jako ośmio-dziewięciolatek, powstało koło setki obszernych notowań, w co samemu jest mi dziś ciężko uwierzyć), umieściłem właśnie Thriller. Kojarzę Go więc przede wszystkim jako genialnego muzyka - i nie potrafię zrozumieć sprowadzania jedynie do roli dziwaka i skandalisty.
A taki obraz mogło wytworzyć sobie naprawdę wiele osób, które nie załapały się na szał i manię związaną z nagraniami Króla Popu. Nawet wśród popularnych dziennikarzy znajdują się jednostki, które ośmielają się powiedzieć, że Jackson "nie zostawił po sobie żadnej spuścizny". Cóż, chyba co niektórym mopy solidnie wysprzątały to, co znajdowało się pod nimi. Ale tak było przecież z całymi mediami, które po okresie noszenia na rękach i podrzucania do góry, postanowiły nagle spuścić Go z hukiem na twardy bruk. Słyszeliśmy bowiem o odcinaniu się od korzeni, wybielaniu i pedofilii. Teraz - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - nagle na wierzch wypłynęła informacja o vitiligo, czyli bielactwie nabytym (polecam ten filmik), które dodatkowo uwypukla dramat - dramat walki z mediami, z zachłannym otoczeniem, oskarżeniami, a wśród tego z własnym, prywatnym problemem, nierozumianym przez świat. Przyznam, że sam dowiedziałem się o tym bardzo niedawno i poczułem się głupio - zgodnie z owczym pędem sam podchodziłem negatywnie do dziwacznej ingerencji MJ'a w swój wygląd, nie próbując zainteresować się dokładniej i odnaleźć prawdziwych przyczyn. Dlatego również kwestię pedofilii należy wreszcie pozostawić w spokoju - pierwsza sprawa przyniosła uniewinnienie, a - w przeciwieństwie do społecznego piętnowania i ostracyzmu - jestem raczej zwolennikiem domniemania niewinności.
Ignorancja przejawia się także na innym polu - naprawdę ciężko mi zrozumieć, jak słuchacze rapu mogą całkowicie odcinać się od dorobku Michaela. Przecież bez fundamentu położonego przez Jacko, potężny gmach R'n'B i rapu przechylałby się bardziej ku domkowi z kart, a jego sukces - możliwe, że w ogóle by nie nastał. Przykłady?














