x

Detroit Grand Pubahs "Nuttin' Butt Funk" [LP]

Detroit Grand Pubahs to projekt z (uwaga, uwaga - niespodzianka) Detroit (!), który zasłynął na początku nowego tysiąclecia niezwykle głupawym, plastikowym aż do bólu, ale jednocześnie ogromnie chwytliwym, utworem Sandwiches. Klip śmigał w stacjach telewizyjnych, machina się kręciła, ale drugiego takiego hitu nie udało im się wyprodukować - i o zespole, przynajmniej w mainstreamowych mediach, ucichło. A szkoda.

W obozie Detroit Grand Pubahs od 2001 roku działo się sporo - z grupy odszedł Dr. Toefinger, kolejny album - zatytułowany Galactic Ass Creatures From Uranus - Paris The Black Fu nagrał samodzielnie, natomiast Nuttin' Butt Funk został stworzony we współpracy z The Mysterious Mr.-em O. Płyta, w swojej klasie, jest naprawdę niezła - i przepełniona syntezatorowym techno-funkiem.

Message From Overkill, drugi utwór na płycie, hipnotyzuje loopami jak u Jeffa Millsa, a 502'000 Legions, ze swoją industrialno-dubową rewerberacją i klimatami z filmów sci-fi, przywodzi na myśl dokonania legendarnego duetu Drexciya. Część kawałków rozbrzmiewa dźwiękami rodem z dokonań Derricka Maya, Juana Atkinsa czy Kevina Saundersona, połączonych z inspiracjami czerpanymi z Green Velvet - projektu chicagowskiego producenta i wokalisty, Curtisa Jonesa.

Prawdziwe źródło inspiracji twórców albumu jawi nam się jednak dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że w Butt Market znajduje się fragment Lady Cab Driver, utworu autorstwa Prince'a. Jego utwory, z kolei, w szczególnym stopniu upodobał sobie Blake Baxter - i, podobnie jak on, Detroit Grand Pubahs na tym albumie łączą elementy charakterystyczne dla chicagowskiego house'u z komputerowymi dźwiękami, szmerami, mechanicznym chrobotaniem i urzekającymi pisknięciami. Różnica, w tym konretnym przypadku, pomiędzy Pubahsami a Blake'iem jest jednak taka, że - typowe dla niego poczucie humoru - ustępuje miejsca konkretnej głupawce, przywodzącej na myśl co bardziej zakręcone dokonania Kool Keitha. Thanks For Coming, z kolei, zawiera dość dziwaczny monolog traktujący o uwodzeniu, trwający siedem minut. Gdzieniegdzie w tym utworze pojawia się też mechaniczny głos, przypominający Dartha Vadera z Gwiezdnych Wojen, mówiący "I like touching myself in public, Luke" (ekhm).

Reasumując - album brzmeniowo zakręcony, tekstowo zakręcony jeszcze bardziej - gorąco polecam, ale tylko tym, którzy mają dużą dozę dystansu, zarówno do siebie, jak i do otaczającego ich świata. Przy takim założeniu i z takim podejściem, słuchając Nuttin' Butt Funk można się naprawdę świetnie bawić.

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

Skorup

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music