Pierwszy pełnoprawny album w karierze Slim Thuga - Already Platinum - to prawdziwa bomba i porcja esencjonalnego houstońskiego brzmienia, która wiele osób (w tym mnie samego) przekonała do zapoznania się z muzycznym dorobkiem Brudnego Południa.
Teraz jeden z najlepszych i najbardziej wyrazistych southowych zawodników po czterech latach przerwy powraca z drugim wydawnictwem. Czy Boss Of All Bosses spełnia spore oczekiwania?
Od samego początku słyszymy, że to stary dobry Slim Thug. Już w pierwszych wersach dostajemy to, czego się spodziewaliśmy, czyli soczyste linijki z jajem, nie powalające, ale przyprawiające o uśmiech - "Slim Thugga Motherf**cka got a lot to sell/ and snitches already got a lot to tell". Potem za to warto wspomnieć choćby smaczek z singla - "Hard times, got the whole United States stressin/ I'm writing book How to survive a recession/ Mr. Obama - we're so tired of selling crack/ if you lookin at me that's the streets where I'm at".
Boss wszystkich bossów nawija stylowo, z niepodrabialnym akcentem, idealnie dopasowując się niskim głosem i leniwym flow do soczystych południowych podkładów. W przeciwieństwie do wielu innych południowych MC's, nawet jak rymuje o rzeczach oklepanych czy oczywistych, to potrafi podać to w taki sposób, że przykuwa uwagę i zostaje w głowie. To właśnie nazywa się charyzma.
W porównaniu do debiutu album jest bardziej "południowy". Tam większość znakomitej producenckiej roboty odwalili Neptunes, łącząc southowe klimaty z typowym mainstreamem oraz własnymi eksperymentalnymi wygrzewkami, co dało mieszankę wybuchową. Tym razem Thug zapowiadał esencję Houston i tak jest, o czym najdobitniej świadczy ostatni track pt. Welcome 2 Houston. Pojawia się tam poza gospodarzem cała śmietanka 13 reprezentantów miasta! W innych numerach gościnnie usłyszymy takie ksywki, jak Pimp C, Bun B, Devin The Dude, Z-Ro czy Scarface. Tak więc wszystko zostaje w rodzinie.
Również producencko kręcimy się głównie w southowych rejonach. Lwią część wyprodukował Mr. Lee, jeden podkład dał Mannie Fresh, a dwie perełki Jim Jonsin, który pokazuje, że wciąż nie spuszcza z tonu i powoli staje się nowym Scottem Storchem amerykańskiego mainstreamu. Poza trackami, które współtworzył (I Run, Smile) najbardziej wyróżniają się I'm Back (Devin!) oraz miejski anthem Welcome 2 Houston. Ogólnie dostajemy płytę trochę inną i trochę słabszą niż debiut, ale nadal znakomitą, ukazującą duże skillsy i wyrazistość Thuga oraz kolejny raz bujającą jak mało co. Mocne 4+.














