x

Recenzja: Lily Allen "It's Not Me, It's You" [LP]

No i doczekaliśmy się. Drugi, solowy album jednej z największych skandalistek brytyjskiej muzyki pop. Trzeba przyznać, że Lily Allen to nie jest zwykła gwiazda popu - bardziej możnaby ją rozpatrywać jako autorkę osobnego trendu w muzyce. Jej debiutancki album, Alright, Still sprzedał się w ponad 2'500'000 kopii na całym świecie - przy okazji robiąc z Lily stałą bywalczynię tabloidowych artykułów oraz inspirację dla niezliczonej ilości domorosłych gwiazdek popu, nie tylko brytyjskiego zresztą - wystarczy tutaj wspomnieć choćby o przełamującej kulturowe tabu Katy Perry, amerykańskiej autorce I Kissed A Girl, jednego z największych przebojów ubiegłorocznych wakacji.

Na plus trzeba zaliczyć obecność na albumie jednego producenta, który czuwał nad całym materiałem - inaczej, niż w przypadku Alright, Still, gdzie producentów było całe multum, nad nową płytą z Lily pracował jedynie Greg Kurstin - sprawia to, że album jest mniej chaotyczny niż poprzedni. Mamy tutaj jednak obecne wpływy rozmaitych gatunków muzycznych: jest trochę europdisco, jest synthpop, jest electropop, jest też całkiem sporo rytmicznych sekcji dęciaków - mieszanka zgoła eklektyczna.

Podobny miszmasz dostajemy w kwestii poruszanych na płycie tematów - używki, nieudane związki, związki bardzo udane, polityka, i religia, a na dokładkę całkiem sporo narzekania na to, jak bardzo do bani jest być sławnym. Najwyższą formę Lily Allen pokazuje bodaj w utworze 22, stanowiącym przemyślenia zmęczonej życiem imprezówy.

Sporo kontrowersji wzbudzi utwór It's Not Me, który dla wielu osób może okazać się po prostu bluźnierczy - Lily zastanawia się tam, czy Bóg kiedykolwiek "brał heroinę i kokainę". W singlowym utworze The Fear, z kolei, Lily wciela się w dziewczynę marzącą o sławie, która chce po prostu "nosić w ch... diamentów". Lekkim zgrzytem jest utwór Fuck You, stanowiący atak na George W. Busha - nieco nieświeży, biorąc pod uwagę że album ukazuje się dwa tygodnie po objęciu stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Baracka Obamę.

Ogólnie rzecz biorąc, Lily allen nie zawodzi - po raz kolejny udowadnia, że jest całkiem niezłą wokalistką.

Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music