Czekaliśmy na ten album z nie kryjąc swojej bezbrzeżnej ciekawości. B-Real, frontman Cypress Hill - postać dla wielu ikoniczna - po ponad 20 latach kariery w zespole, postanowił wydać swoją pierwszą solówkę. Z tym wydawnictwem wiązały się zarówno nadzieje, jak i obawy - co będzie, kiedy DJ Muggs nie będzie już trzymał brzmienia podkładów w ryzach? Kogo do współpracy zaprosi B?Na Spinnerze prezentowaliśmy wam dwa single i klipy rapera, które bardzo nas uspokoiły, serwując nam nie tylko wersy kalifornijczyka w doskonałej formie, ale i bardzo dobre, zachodnie podkłady. Jak z resztą produkcji?
Początek płyty przywołał autentyczny uśmiech na nasze twarze. Otwierające album, tytułowe Smoke-N-Mirrors, oparte na bardzo długim samplu wokalnym, jest strzałem w dziesiątkę. Minuta usypiającego naszą czujność przyspieszonego wokalu, kończy się wprowadzającym w zachwyt flow B-Reala, który rzuca wersy z energią, której pewnie zazdrości mu większość dwudziestoletnich młodych wilków. Drugie w kolejności Gangsta Music, to prawdziwa petarda od Soopafly'a, będącego ostatnio w wyśmienitej formie. Trzecim utworem z kolei jest singlowe Don't You Dare Laugh, w którym - w odróżnieniu do wersji z klipu - pojawia się jeszcze Xzibit, i wydaje się, że B-Real uniósł ciężar odpowiedzialności.
Pierwsze wątpliwości nasuwa kawałek z Buckshotem, który - choć ewidentnie ma coś w sobie - nie trzyma już poziomu trzech pierwszych numerów. Potem jednak wbija 6 Minutes, jeden z najlepszych bitów Alchemista w ostatnich latach, i najprawdziwszy banger. Psycho Realm Revolution to przepiękny latynoski numer z West Side'u, do którego chce się wracać. Fire to ciekawy eksperyment z połamanym rytmem i jamajskimi inspiracjami. Zaczynam być spokojniejszy o ten album. To niestety błąd.
Dawno nie miałem wątpliwej przyjemności słuchać tak biegunowo podzielonego wydawnictwa. 10 Step Behind, kawałek przyjemny, ale nie powalający, dzieli tę płytę na połowę. Jest granicą, za którą poziom muzyczny spada conajmniej o 50%. Produkcję przejmują J. Turner, Fifth i sam B-Real, robiąc z - już wygranego - albumu, nierównego średniaka. Taki Dr. Hyphenstein ze Snoopem i Young De (pokazuje się na tym albumie z wyśmienitej strony), to najgorszy podkład, na jakim słyszeliście tych MC. Stack'n Paper, gdyby nie w miarę przyjemny bas, mogłoby być stosowane jako tortura dla niegrzecznych nastolatków. Dude Vs Homie można jeszcze znieść, jeśli macie ochotę na milionowy raz opowiedzianą historię zagubionego dzieciaka...
Straszna szkoda, bo to mogła być jedna z najciekawszych płyt w tym roku. Początek naprawdę jest znakomity - i tylko dla niego warto sięgnąć po Smoke N Mirrors. Druga połowa płyty może bardzo zaboleć. Z bólem stawiamy trójkę z plusem, mimo że za pierwsze osiem kawałków jako EP-kę spokojnie moglibyśmy ocenić na mocną piątkę.














