Przyznam szczerze, że pierwsze pół godziny z tą epką było stosunkowo trudne i sprawiły, że byłem do niej sceptycznie nastawiony. Owszem, Kaff Kaff-L ma za plecami sztab wyśmienitych specjalistów od produkcji bitów, bo pomogli mu Kixnare, sherlOck, Zamot i Rutek, ale zrozumienie jego nawijki było trudniejsze, niż niezachwycenie się brzmieniem Czarnej Krwi. Po kilku przesłuchaniach to flow zaczyna się doceniać, a kiedy zrozumiecie teksty -- będzie znali je na pamięć, bo Kafel klei naprawdę solide wersy.
Muzycznie epka brzmi rewelacyjnie. Mocne bębny, ciepłe sample, głęboki bas, ciekawe melodie, znakomite patenty... Przebojowość, efektowne skrecze, chwytliwe refreny, mocne wersy... Album ma to, czego ostatnio nam brakuje - przyciąga, słucha się jej całym sercem. Owszem, są odwołania do oldschoolu (polskiego i amerykańskiego), są gadki o podrywaniu lasek i słabych MC's, ale we własnym stylu.
Słabe strony? Dykcja i wymowa Kafla (tudzież mix) pozostawiają mnóstwo do życzenia. Rozumiem specyfikę jego nawijki i bardzo ją doceniam, ale jeżeli zacząłem cokolwiek rozumieć dopiero przy trzecim przesłuchaniu, to coś jest nie tak, prawda? Słabo wypada Stillo, który przeciąga jakoś tak z piętnaście razy bardziej niż VNM. Nadrabiają to Jot (najlepsza zwrotka od dłuższego czasu) i Afronty (Jasiek z pierwszymi czterema wersami zwiększa apetyt na ADHD). Walles daje radę.
To bardzo fajna płyta. Pozornie nie jest porywająca, nie wprowadza w szok i nie opuszcza szczęk do dołu, ale jest na tyle dobra i oryginalna, że chce się do niej wracać i z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że będzie tak też po dłuższym czasie. Mnie niezmiennie kojarzy się ona z klimatem, który zafundowali nam już kiedyś panowie z Ortega Cartel. Mając takie płyty za darmo, nie można nie skorzystać. W skali szkolnej czwóreczka, ale takie kawałki jak Czarna Krew czy Dilluje Czill conajmniej na piątkę.
Ściągnij Czarną Krew














