W połowie 2008 roku wytwórnia płytowa z toronto, Paper Bag Records, zdecydowała się nawiązać współpracę z twórcami albumu Disco Romance (recenzję Roberta możecie przeczytać tutaj) - producentem Johanem Agebjörnem i anonimową wokalistką, wchodzącymi w skład projektu Sally Shapiro. Był to kolejny krok po tym, jak wspomniana wytwórnia wydała, w Stanach Zjednoczonych, debiutancki album duetu ze szwedzkiego Göteborga. Efektem tej współpracy jest Remix Romance, Vol. 1 - album zawierający alternatywne wersje utworów Sally, jak i całkiem sporą dawkę świeżutkich remiksów.Rezultat jest znakomity. Album klimatycznie wpasowuje się w trend wskrzeszania syntezatorowej muzyki lat '80-tych, którego szaleństwo objęło praktycznie całą Europę pod koniec pierwszej dekady XXI. wieku. Sally Shapiro w rewelacyjny sposób przywraca brzmienia tamtej epoki, jednocześnie nie ocierając się ani trochę o kicz, którym - w wielu przypadkach - bije oryginalny italo-dance sprzed 20-tu lat. Dlatego też nie dziwi ani trochę, że do współpracy nad albumem udało się nakłonić całkiem sporą ilość artystów, którzy ochoczo podjęli się zremiksowania materiału. Z tych, których mamy okazję posłuchać, warto wspomnieć chocby The Juan MacLean (pseudonim amerykańskiego twórcy elektroniki, Johna MacLeana), kanadyjski duet Junior Boys, zakręconego, norweskiego twórcę elektroniki, tworzącego pod pseudonimem Lindstrøm, czy niemieckiego producenta Tensnake'a, a także kanadyjski kwintet Holy Fuck. Wszyscy oni stworzyli remiksy przepełnione charakterystycznym dla nich brzmieniem, ale nie odbiegające jednocześnie w zbyt dużym stopniu od elektronicznego disco z okresu minionej epoki.
Najbardziej od oryginału oddalił się bodaj Lindstrøm - w jego wersji Time To Let Go słyszymy pętlę z wokalem, powtarzającym tytułową frazę, skąpaną w morzu dźwięków z elektronicznego klawikordu, narastającą stopniowo do momentu, aż głos zaczyna dominować w utworze, na kilka minut, w trakcie których wyłącza się perkusja. Potem - nagle - bęben basowy wraca, a wokale stopniowo zdają się coraz bardziej mgliste, przytłumione i niewyraźne.
Poza tym jednym przypadkiem, większość remikserów zdecydowała się podejść do głosu wokalistki dosyć łagodnie - i za to wielki plus, bo wokale to jedna z najmocniejszych stron Sally Shapiro. Niezwykle klimatyczne, łagodne, skromne i miękkie, ale jednocześnie niewyobrażalnie wręcz przejmujące. I'll Be By Your Side, zremiksowane przez Tensnake'a, zostało przerobione na przepełniony groovem kawałek, z dubowym posmaczkiem. Tensnake pobawił się też harmonicznymi elementami utworu, zostawiając - na dobrą sprawę - podkład opierający się na jednym, powtarzanym akordzie. Dopiero około piątej minuty, w refrenie utworu, kawałek - nieoczekiwanie - zyskuje melodyczną głębię, odsłaniając prawdziwą feerię brzmień i dźwięków.
Dość jednak o elektronice - jakkolwiek niezwykle w przypadku Sally Shapiro by to zabrzmiało, płyta ma również swoją akustyczną stronę. Wspomniani wcześniej Holy Fuck, The Cansecos, czy Woodhands, wzbogacają, oryginalnie dość chłodne i na wkroś elektroniczne brzmienie, za pomocą instrumentów akustycznych. Dzięki temu remiksowane utwory zyskują nową głębię i ciekawą formę, której bliżej do alternatywnego indie-popu niż italo-dance'u. Przykładem może być choćby Hold Me So Tight, zremiksowane przez The Cansecos, z uwydatnioną sekcją rytmiczną, rozbrzmiewające dźwiękami przywodzącymi na myśl Heartbeat - jeden z bardziej znanych utworów norweskiej wokalistki, Annie.
Zaskakuje, i to całkiem mocno, Skating In The Moonshine, za któro wziął się Jon Brooks, znany z projektów King Of Woolworths i Advisory Circle. Twórca jakby bał się perkusji, stara się jej unikać przez cały czas trwania utworu, optując zaś za klimatycznymi dźwiękami elektronicznego pianina, gitary akustycznej i smutnych, brzmiących nieco archaicznie, dźwięków fletu. Efekt ostateczny jest przyjemny - choć trzeba przyznać, że mógłby brzmieć lepiej, gdyby wokale zostały nagrane specjalnie dla tego utworu i Jon Brooks nie musiałby bazować na acapelli.
Reasumując, Remix Romance, Vol. 1 to naprawdę dobry album. I choć brakuje mu spójności i konceptualnej niezwykłości, które były tak mocno widoczne w przypadku Disco Romance, trzeba wziąć poprawkę na to, że to w końcu album z remiksami. Jak na tego typu wydawnictwo, pierwsza część Remix Romance'u sprawdza się znakomicie, bo praktycznie każdy kawałek na tym albumie jest wart uwagi i wielokrotnego przesłuchania.














