
Zamach na Ostrego jest jednym z ciekawszych konceptów na ostatniej płycie. Czy w rzeczywistości miałeś też jakieś pogróżki lub przejawy agresji w związku z Twoją twórczością?
Tak, moja mama się tym bardzo przejmowała, bo była pewna dziewczyna-psychopatka. Mówiła, że Bóg nakazał, bym ją pokochał i inaczej zrobi mojej mamie krzywdę. Ale ja mówiłem „Mamo, spokojnie, to jakieś gówniarskie akcje". Po prostu gdyby ktoś poważny miał taki zamiar, to zrobiłby to a nie groził. Generalnie też nikt nie napisał kawałka o tym, jak zrobiłby sam na siebie zamach. Obym nie wykrakał <śmiech> Wiesz, staram się oryginalnie podchodzić do tematów i taki jest wynik. Powiem Ci, że to tak, jakbyś Ty siedział i miał napisać kawałek. Zajebisty pomysł: „O, a jakby wcielić się w osobę, która chce kogoś zabić?" Myślę "spoko", ale jeśli tylko ta osoba będzie chciała zabić mnie to będzie mistrz. Czemu więc nie napisać tego z punktu widzenia osoby, która mnie nienawidzi? Dlatego obniżony głos, rapowanie innym flow niż zwykle, by każdy dobrze wiedział, że to nie ja.
A powiedz, co miałeś na myśli nawijając, że „wyszły z mody punchline'y". Bo jakby nie patrzeć bragga jest jedną z esencjonalnych form rapu, praktykowanych przez Big L'a, Rakima i całą resztę. Nie odczułem też jakiegoś zwiększenia częstotliwości braggów w obecnym hip-hopie.
Widzisz, 90% punchy jest wymierzonych w powietrze, więc jak tu się nimi jarać. Ale tak na poważnie. Hip-hop to moja największa pasja poza żoną i dzieckiem. Poświęcam temu 12-14 godzin dziennie i śmieszy mnie, że co jakiś czas pojawia się ktoś, kto się obwieszcza mesjaszem a potem okazuje się, że ten mesjasz jest do kupienia za jakąś cenę. Nie jest to spersonalizowane do jakiegokolwiek osobnika w polskim rapie, chodzi o generalną tendencję. Nie wystarczy po prostu nawijać punchline'ów i używać jakiejkolwiek obrazy, żeby być dobrym raperem. Był jednak taki okres w podziemiu, że większość skupiała się na tym. No ale nie można nawijać ciągle o tym samym, 500 kawałków z podziemia i 500 o tym, że ja jestem najlepszy a Ty jesteś taki czy taki. Poza tym, w Polsce jest taka tendencja, że są samozwańczy królowie, mnóstwo takich. To jest tak fajnie hip-hopowo powiedzieć „ja jestem najlepszy, zajebisty, wypas". Spoko, mów sobie, spokojnie stary. Twoje dziecko Ci udowodni, że nie jesteś taki „wypas" jak nie zdążysz go nakarmić. „Wypas" możesz być przede wszystkim, jak jesteś dobrym człowiekiem. A ja widzę, że nie dość, że jest deficyt na dobrych ludzi, to jeszcze ci co są, na maxa się wożą ze swoim złem. Przecież ja robię rap po to, by pokazać dzieciakom, że dzięki ciężkiej pracy mogą wyrwać się z bloków, osiągnąć swoje marzenia. Ważne, żeby uczciwie podchodzić do swojej twórczości, brać odpowiedzialność za każdy wers. A przede wszystkim – żeby się Ciebie nie wstydzili Twoi bliscy. To wymaga od Ciebie poszanowania dla drugiego człowieka, czego ostatnio brakuje. Uważam, że jest znowu źle, tak jak w okresie, gdy powstało hiphopolo. Cieszę się, że wychodzą takie płyty jak Molesta i Kumple, pełen power, na klasycznych bitach. Ale takich płyt brakuje – jak sobie porównasz ile dobrych rzeczy wychodziło niegdyś a teraz. Można je policzyć na palcach jednej ręki. No, a od czego wyszedłem? <śmiech>
Pytanie było o punchline'y <śmiech>
Chodzi o to, że mam swoją rzecz, a nie staram się być polskim Jay-Z, Big L'em albo Seanem Pricem. Po prostu – Big L był jeden, Sean Price jest jeden. Mamy taki język, że i tak nas nikt w Stanach nie zrozumie, więc po co się do nich upodabniać? Bez sensu, mamy swoją kulturę i tożsamość. To jest moje stanowisko w stosunku do hip-hopu jako fana i od siebie też tego wymagam. Podstawa to żebym nie gadał bzdur, zadbał o flow, kozackie bity i żeby dało się tego słuchać. No i żeby miało przekaz, sens i nogi, a nie było przeintelektualizowanym atakiem w powietrze. Dlatego dissy mnie nie kręcą.
A jeśli chodzi o przytyki w stronę Donia czy Meza?
Nie, to nie przytyki, ja się raczej z nich śmieję, ironizuję sobie. Mogą czuć się urażeni, ale muszą zdawać sobie sprawę, że robią coś takiego, co się nadaje do śmiechu. Nie ma co gadać o popie - z popu można się smiać.















Komentarze użytkowników(1 of 1)
Krissat 8-02-2009
"Nie ma co gadać o popie - z popu można się smiać." U tu Ostry ma pełną racje.