Ludacris to prawdopodobnie najlepszy w tej chwili MC na południu Stanów Zjednoczonych. Obdarzony mistrzowskim, niskim głosem, genialnym flow, którym wyrzuca takie wersy jak "Top five? Damn right, but really it just hit me/ that three of your five too scared to f**k with me". To nie jest zwykłe bragga, to pewność siebie, która ma głębokie podstawy. Luda to jeden z najlepszych zawodników w grze i za każdym razem czekając na jego albumy liczymy, że tym razem przełoży się to na poziom całości i wreszcie otrzymamy klasyk, na który czekamy już bardzo długo. Czy tym klasykiem będzie Theater Of The Mind?Rojno tu od kozaków przez duże "k", Luda robi wszystko co umie najlepiej i to w dużych ilościach, bity są w zdecydowanej przewadze bardzo grube, do albumu wraca się raz za razem, ale mimo wszystko to jeszcze nie to. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych mainstreamowych albumów roku.
Główną zaletą Theater Of The Mind jest główny aktor... Luda jest MC kompletnym. Ma taką charyzmę, styl, głos, że nawet jeżeli dla odmiany rzuci słabszym wersem (prawie się nie zdaża) to i tak chce się klaskać w dłonie. Nadal potrafi zaskakiwać, czego dowodem są ostatnie trzy numery na płycie - MVP na bicie Preemo (genialne!), I Do It For Hip-Hop (piękne!) i Do The Right Thang (trafne i mądre!). Zaprosił na płytę mnóstwo wyśmienitych raperów i praktycznie każdego zostawił w tyle - The Game (w formie!), Jay-Z (bez formy), Rick Ross (w formie!) czy Lil Wayne (bez mózgu?!) musieli oddać wyższość raperowi z Atlanty. Jedynym, któremu udało się dotrzymać mu kroku jest Nas.
Luda jest mistrzem chamskiego, hustlerskiego rapu przepełnionego potężnymi punchlines. Naprawdę chcę się słuchać kawałków, które są opowiedziane tak mistrzowsko. Weźmy takie Call Up The Homies - lekko gangsterska historia pełna nie tylko emocji, ale i poczucia humoru. Jedynym słabym numerem jest Contagious... Raczej nieudany eksperyment. Jeżeli znajdziemy wady w tym albumie to na pewno nie zapiszemy ich na konto samego autora, a raczej gości i producentów. Policzyć można je jednak na palcach jednej ręki. Z czystym sumieniem można dać albumowi piątkę z minusem. Czekamy na klasyk!















Komentarze użytkowników(1 of 1)
Verserat 12-20-2008
Recenzja w porzadku poza jednym. Nie lubie Lil Wayne'a, nie trawie go, ale tutaj naprawde dal rade, nawijajac jedna ze swoich najlepszych szesnastek. I stylowo i pod wzgledem technicznym jest naprawde poteznie i inteligentnie. Wiec pisanie ze 'bez mozgu' to czysta ignorancja i nieumiejetnosc spojrzenia poza wlasne negatywne nastawienie. A chyba na tym powinno polegac profesjonalne dziennikarstwo :) Plyte sprawdzic polecam, mi bardzo sie podoba a fanem mainstreamu nie jestem. Ludacris to perelka na mapie slabego i przereklamowanego poludnia.
Danielat 12-20-2008
Nigdy w życiu nie zgodzę się, że ta zwrotka jest inteligentna, a flow jest dobre, bo dla mnie to tylko minuta przedziwnego skrzeko-jęku w fajnym numerze Ludy. Mówię to tak jak uważam, nie znoszę Weezyego, ale jak dał radę na Game'ie to napisałem, że dał radę;)
Tomasz MVPat 1-05-2009
ta płyta jest genialna ... robimy to dla heheee