Rozpoczyna fortepian. Instrument gra nieskomplikowany motyw, następnie wielokrotnie powtarzany. Kompozycja powoli zaczyna się rozwijać. Dochodzą nowe instrumenty - każdy z "własną", zapętloną melodią. W sumie przez jeden utwór przewijają się dwadzieścia cztery melodie - bez eksponowania którejkolwiek - tworzące spójną całość. Gęsta faktura nie powoduje przy tym chaosu...
Tak w uproszczeniu można opisać to, co dzieje w każdym z pięciu utworów, wypełniających debiutancką płytę Borysa Dejnarowicza, Divertimento. Po kilku latach grania w indie-rockowym zespole The Car Is On Fire, a także flircie z electro-popem w projekcie CNC, muzyk zapragnął sprawdzić się w trudniejszym, niemal klasycznym repertuarze. W efekcie powstała jedna z najciekawszych płyt ostatnich miesięcy.
Przede wszystkim, Divertimento to bardzo interesujący eksperyment formalny. Zaaranżowane według niemal matematycznych reguł kompozycje, dają nam kliniczną możliwość wglądu w to, jak z kawalkady motywów i partii instrumentalnych rodzi się harmoniczna całość. Po części posiłkując się rozwiązaniami Steve'a Reicha (Drumming, Music For 18 Musicians) Dejnarowicz nagrał płytę pozornie nieco wydumaną, a w rzeczywistości muzycznie całkiem przystępną i wciągającą.
Warto przy słuchaniu danego utworu skoncentrować się na grze jednego instrumentu. Gdy to uczynimy, nagle - po kilku powtórzeniach - zdamy sobie sprawę z tego, jak bardzo całe otoczenie wybranej melodii uległo zmianie. I tak jest z wszystkimi pojawiającymi się "równouprawnionymi" melodiami. Dzięki temu każde odsłuchanie Divertimento - a przynajmniej pierwsze dwadzieścia cztery razy - może nam przysporzyć zupełnie nowych muzycznych doznań.
Odkładając jednak na bok wszelkie teoretyczne rozważania, debiut Dejnarowicza jest w stanie się obronić. Moim faworytem pozostaje pełne dramaturgii Part Two. Nie mniej okazale wypada, opatrzone zniewającym motywem smyków, Part Four, czy - wywołujące skojarzenia z muzyką Briana Eno - Part One (ach ta "błądząca" gitara w zakończeniu!).
Jeśli chodzi o Dejnarowicza, sercem bliżej mi do jego dokonań w The Car Is On Fire. Nie zmienia to faktu, że na Divertimento wycieczka w stronę muzyki minimalistycznej, ambientowej i klasycznej (przeklęte szufladki!) naprawdę mu wyszła. Pozostaje tylko czekać na to, co Dejnarowicz zaprezentuje następnym razem. Teraz już naprawdę możemy spodziewać się wszystkiego.














