
Pierwszy klubowy show The Roots w Polsce oczekiwany był z wielkim napięciem. Dlatego też to, co obejrzeliśmy jednoznacznie można nazwać zawodem roku...
Panowie z Filadelfii zagrali krótko, wtórnie i odtwórczo, nie prezentując żadnych zaskakujących zagrań i sztuczek ani kontaktu z publiką. Po prostu odklepali swoje i poszli. Klapa po całości...
Jeśli uwierzyliście choć w jedno z powyższych zdań (poza pierwszym) to znaczy, że, po pierwsze, nie macie najmniejszego pojęcia jak grają Rootsi, a po drugie, w piątkowy wieczór trzymaliście się jak najdalej od Areny Ursynów. Bo to co działo się w środku to czysty ogień, którego nie chciałaby gasić nawet straż. Występ filadelfijskiej grupy było mi dane oglądać już trzeci raz i z całą pewnością mogę stwierdzić, że tym razem zagrali nie dość, że najdłużej to jeszcze lepiej niż na Openerze i Hip Hop Kempie. W trakcie ponad dwugodzinnego show działo się chyba wszystko...
Jednak zanim przejdziemy do gwiazdy wieczoru warto poświęcić parę słów ekipie Afromental, która, mnie przynajmniej, zaskoczyła pozytywnie. Zagrali energicznie, łapiąc kontakt z publiką i serwując parę ciekawych coverów, choćby Lean Back czy My Name Is. Naprawdę niezłe rozpoczęcie przed gwiazdami z Filadelfii. Po 30 minutach polskiej, choć anglojęzycznej, jazdy nadszedł jednak czas na to, na co czekało dobre parę tysięcy zgromadzonych w Arenie Ursynów.
Koło 20:30 na ciemnej scenie pojawiły się sylwetki Rootsów. Wszyscy podeszli do rozentuzjazmowanej publiki, ukłonili się, powitali fanów i wzięli w garść odpowiednie instrumenty. Wtedy światła rozbłysły a my usłyszeliśmy serię numerów z przedostatniej płyty, Game Theory. Tytułowy track, In The Music czy Baby odpowiednio rozruszały przybyłych, a dalej doświadczyliśmy już solidnego kolażu. Zdążyłem się już przekonać, że show The Roots dalekie jest od rutyny, a przebieg za każdym razem jest inny. Spodziewałem się coveru Boba Dylana, hołdu dla ODB czy szybkiego przebiegu przez mainstreamowe hity, co panowie przedstawiali jeszcze w sierpniu. Jednak dwa razy dłuższy czas występu nie wykluczył konkretnej modyfikacji setu. Genialne You Got Me trwało tym razem dobre 20 minut, wplatając w siebie przeróżne brzmienia z różnych stron świata, w tym najlepszy numer tego roku -Lil-Wayne'owski Lollipop.
W większości hiphopowych składów zdecydowanym liderem jest raper. Black Thought nie ma jednak tak różowo. Jeśli swoją osobą i wielkim afro nie przytłacza go poza sceną Questlove to w trakcie show robi to znakomicie śpiewający showman - Captain Kirk Douglas, wyczyniający cuda z gitarą, latający po całej scenie a do tego wykonujący wszystkie hitowe refreny. A nie tylko on wysuwa się na pierwszy plan. Tym razem usłyszeliśmy solowe fragmenty od prawie każdego z członków - Quest i Knuckles stoczyli wspaniałą bitwę na bębny, wprowadzając w zachwyt zebranych. Nowy członek, następca Huba - Owen, dorzucił trochę mocniejszych brzmień dzięki swej gitarze elektrycznej, a wszystko uzupełnił szalejący po scenie z ogromną tubą Tuba Gooding Jr i ukryty w cieniu saksofonista. A warto dodać, że i rapujący Thought prezentował się znakomicie, idealnie operując głosem i bez pomocy hypemana przebijając się przez wszystkie rootsowe instrumenty.
Gdy po niespełna dwóch godzinach światła zgasły a ekipa zeszła ze sceny wiadomo było, że nie będzie to koniec. Chyba nie istniałby zespół, którego tak potężny hałas nie wygoniłby zza kulis. Sami Rootsi, patrząc po twarzach, byli mocno zajarani. Usłyszeliśmy więc jeszcze The Seed 2.0, zobaczyliśmy synchroniczny taniec, skok Kirka z perkusji i muzyka umikła, a po chwili Knuckles i Black Thought wyszli by podpisać płyty, bilety, plakaty, paski i wszystko na czym marker mógł zostawić ślad. My natomiast mogliśmy stać w szoku, zdając sobie sprawę, że mogło być jeszcze lepiej... W końcu nie pojawiło się Don't Say Nuthin czy What They Do. Niemniej, grupa potwierdziła, że jest klasą samą dla siebie, a może przyjęcie sprawi, że na kolejnej płycie użyją sformułowania "I'll make Your town Warsaw" w kontekście najgorętszego show jakie można sobie wyobrazić...
[Zdjęcia z koncertu pojawią się niebawem, póki co dajemy wam cztery filmy ilustrujące piątkowe wydarzenia]
In The Music
You Got Me
Game Theory
The Seed 2.0















Komentarze użytkowników(1 of 1)
Mjakiat 12-01-2008
Następca Huba - Owen nie gra na gitarze elektrycznej, a Lollipop nie jest najlepszym kawałkiem roku - obiektywnie podchodząc do pisania recenzji.
Mateuszat 12-01-2008
1 - recenzja, nawet siląc się na obiektywizm, zawsze jest gatunkiem z gruntu subiektywnym
2 - to jest relacja, nie recenzja a to też różnica
3 - wiem że Owen normalnie gra na basie, ale to co słyszeliśmy, głównie przy solówce, w żadnej mierze nie brzmiało jak bas, niezależnie z kilkoma znajomymi zgodziliśmy się, że była to gitara elektryczna, no chyba że jakaś hybryda :)
4 - co do lollipop'a to kwestia gustu, moim zdaniem jest :) a nawet jesli Twoim zdaniem nie najlepszy to trzeba przyznac, ze najwiekszy hit ad 2008.
Pozdrawiam, Mateusz aka autor relacji
Wojtazkyat 12-01-2008
Mistrzowskie show, najlepsze na jakim bylem! Dzieki za filmy z koncertu i za dobra relacje!