Lilu zaskoczyła tą płytą wszystkich fanów, w tym i mnie. Kiedy już jednak wyszedłem z szoku, w jaki wprowadziło mnie elektroniczne brzmienie La, z czystym sumieniem stwierdzam, że mamy do czynienia z prawdopodobnie najlepszym debiutem ostatnich kilku lat w polskim hip-hopie. Coś nowego, coś świeżego, a przy tym coś dobrego (a miło, kiedy to idzie w parze)...
Lilu ma piękny głos, który rozpoznaje się od razu, doświadczenie wielu lat nagrywania w studio, i olbrzymią charyzmę. Ma świetnych, innowacyjnych producentów, rewelacyjnych specjalistów od brzmienia, doskonałych gości na płycie... Do czego tutaj można się przyczepić?
Wcześniej problemem Lilu były teksty, z którymi nie radziła sobie wystarczająco dobrze - ale można to już chyba zaliczyć do przeszłości. Na La Lilu dokonuje olbrzymiego postępu w tej kwestii, chociaż do paru rzeczy jeszcze możnaby mieć zastrzeżenia. Na płycie praktycznie nie ma słabych numerów (nawet najsłabszy z nich - Zła - jest i tak bardzo dobry), za to jest sporo takich, których można słuchać w kółko: Kocham, Kocham, Kocham, Za Kogo Ty Mnie Masz?, Nasz Zakątek, Rolex, 4 Wersy - i jeszcze kilka innych. Każdy będzie miał swoich faworytów... Ta płyta jest po prostu obiektywnie dobra.
Producenci spisali się na medal, a Reno, o którego formę i umiejętności wielu się martwiło, jest z nich wszystkich najlepszy. Płyta jest przebojowa, przystępna, przy tym nie będąc komercyjnym produktem, a jej wartość artystyczna jest bardzo wysoka. MaxFloRecords wydało ją w bardzo ładny sposób - za co należy się dodatkowy plus... Kolejny. Wreszcie mamy w Polsce artystkę, która nie płacze, jak bardzo skrzywdził ją niedobry chłopak, ale pokazuje pazurki w znakomitym stylu. Bez dwóch zdań – świetna płyta i murowany kandydat na debiut roku.












Komentarze użytkowników(1 of 1)
kamo.nat 10-07-2008
nie powiem, płytka niczego sobie, jestem pozytywnie zaskoczony i oby tak dalej Lilu.
Hu$tl@at 10-07-2008
Moim zdaniem płyta lipna jak cholera. Nawet nie kupiłem, ściągnąłem z neta, kupowania jest niewarta. Fatalny mastering, zerowa dynamika, fałsze na co drugim wokalu, do tego tandetne, plastikowe bity jak z Casioka lipnego, weselnego bandu - kto w ogóle te podkłady robił?
Szmelc, barachło, tandeta i badziew. Lilu miała okazję zademonstrować swoje umiejętności, a wypuściła potworka, którym można dzieci nie chcące ćwiczyć gry na pianinie czy śpiewania straszyć. Bez kitu, takiego horroru dźwiękowego to dawno nie słyszałem, prawdziwa makabra i gore - dla mnie płyta "Lilu" to taka "Piła" polskiej muzyki. Równie ohydne, horrendalne i w podobnie mocny sposób odrzuca.
A wy, co sądzicie o płycie młodej, polskiej wokalistki? :)
Danielat 10-07-2008
Dla mnie megaprzebojowa kozacka płytka. Naprawdę nie wiem co z nią jest nie tak Twoim zdaniem. Fałsz? Gdzie niby? Mastering właśnie soczysty i dzięki ta elektronika nie jest taka zimna i bezduszna szczególnie połączona z głosem Lilu.
Hu$tl@at 10-08-2008
> Fałsz? Gdzie niby?
Na co drugim wokalu, ziomek. Sorry, ale jak ktoś tego nie słyszy no to nawet YouTube ze spektrogramowym widmem dźwięku z zaznaczonymi na czerwono fragmentami w których są fałsze nie pomoże
;)
Płyta jest lipna, słaba i tyle. Psują ją bity, psują ją fałsze, gościnne zwroty czasami momentami niszczą wszystko; Lilu ma potencjał (jakiśtam na pewno), ale jeszcze wiele kopalni rząd nasz będzie musiał zamknąć, zanim komukolwiek uda się ten węgielek obrócić w lśniący diament ;>
pozdro