Po zakończeniu show George'a Clintona, trzeba było szybko przemieścić się przez Wisłę, mijając Stadion Dziesięciolecia, aby zdążyć na kolejny atrakcyjny, darmowy koncert.
Niestety nie było nam dane zobaczyć całego festiwalu na Placu Defilad pod Pałacem Kultury, ale na szczęście trafiliśmy na występ kończącego Wyclefa Jeana - gwiazdy mainstreamowego rapu i współautora klasycznych albumów The Fugees. Czy Wyclef dał radę? Tego dowiecie się z naszej relacji.
Gdy spóźniony dotarłem na Plac Defilad usłyszałem dźwięki ostatniego singla "Sweetest Girl". Jednak na scenie ani śladu Wyclefa. Wystarczył rzut okiem w górę i już było wiadomo dlaczego - raper nawijał kawałek z wysokości wieży realizatorskiej, umieszczonej w samym środku tłumu. Od razu otrzymałem więc pozytywne zaskoczenie.
Dalej było nie gorzej. Wyclef nie mógł wytrzymać na scenie, i przemieszczał się po całym placu. Raz rymował, siedząc na ramionach publiki, a innym razem zaszedł aż na stojącą z boku budkę, aby spytać ludzi po drugiej stronie ulicy Marszałkowskiej(!) czy dobrze się bawią. Czegoś takiego nie dane mi było jeszcze widzieć. Jeśli chodzi natomiast o sam koncert, to Fugeesowiec razem z żywym bandem zagrali znakomicie. Wszystkie numery nie ograniczały się do 3-minutowego odklepania, ale pełne były improwizacji. Choćby hit sprzed paru lat "Perfect Gentleman" - trwał chyba z 10 minut. Wyclef nie mógł bowiem (a publika razem z nim) przestać nawijać refrenu. W trakcie miało miejsce też zdarzenie związane z drugim obok improwizacji słowem na i, które zdominowało show. Mam na myśli interakcję. Pan Jean, widząc, jak jeden z fanów zna cały tekst tego kawałka, zatrzymał grę, wywołał go na scenę, oddał swoją koszulkę z logiem Supermana i wręczył mikrofon, żeby ten mógł wykonać go przed dziesiątkami tysięcy Warszawiaków! Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie, a na tym nie koniec. Jeden z chętnych mógł też, wywołany, pograć na bębnach, przybić pionę ze swoim idolem i wymienić się bluzami. Jak jesteśmy już przy kwestii ubrań, to warto wspomnieć, że przy pierwszym zakończeniu koncertu (tak, przy pierwszym) headliner festiwalu starannie zdjął z siebie prawie wszystkie ciuchy i wyrzucił je w tłum. Poczynając od butów, przez T-shirt, na spodniach kończąc. Po czym uśmiechnięty pobiegł w samych slipkach na backstage.
Wracając jednak do części muzycznej - Wyclef razem z zespołem bardzo płynnie zmieniał klimaty. Raz biegał po scenie, rymując jeden ze swoich hitowych singli, a chwilę potem brał gitarę, by zagrać nastrojową balladę. Nie brakło również treści politycznych. Najpierw usłyszeliśmy, że jest przeciwko inwazji USA na Irak i Rosji na Gruzję, a potem tłum został zachęcony do skakania grą, trochę przypominającą nasze stadionowe przyśpiewki. Jej treść brzmiała mniej więcej "Kto nie skacze ten za Bushem, hop hop hop". Zresztą zabawa w skakanie trwała dość długo, a zaczęła się od stwierdzenia rapera, że "Jeśli on mógł wyrzucić całe ubranie w publikę to ludzie mogą zdjąć choć jedną rzecz by pomachać nią w powietrzu i zrobić karnawałowy klimat". Jak już wszystko się zaczęło, to Wyclef poczuł konieczność sprawdzenia czy skaczą i machają wszyscy, także ludzie po drugiej stronie ulicy, oglądający koncert z odległości (wspomniana rozmowa z budki ochroniarskiej).
Gdy Wyclef opuścił scenę około 0:30, po mniej więcej 1,5h grania, wydawało się, że to już koniec. Ale publika została rozgrzana na tyle, że udało jej się wywołać rapera z powrotem i to jeszcze 3 razy! Zanim finalnie opuścił scenę i zakończył festiwal około 2:00 zobaczyliśmy jeszcze parę atrakcji. Bowiem Mr. Jean nie poprzestał na odegraniu paru kolejnych numerów. Najpierw zaprosił na scenę B-boyów, aby pokazali jak tańczą Polacy, samemu zagrzewając zza DJki i pokazując parę akrobatycznych ruchów. Potem usłyszeliśmy zaproszenie dla wszystkich powyżej 50 lat. Zgłosił się jeden pan, który - razem z córką - potańczył chwilę na scenie w rytm starych i nowych brzmień. Ale nie to było najlepsze. Raper wpadł na pomysł zrobienia imprezy, wywołał więc wszystkie chętne panie i za chwilę scena była pełna. Cała. Widok taki obserwować można było ponad pół godziny, aż w końcu o drugiej Wyclef dostał polecenie zakończenia show.
Naprawdę dobrego show. Widziałem już wiele znakomitych koncertów. Jednak mimo, że nie jestem fanem twórczości Wyclefa Jeana, to sobotni występ był jednym z lepszych i ciekawszych jakie dane mi było zaobserwować. O ile spodziewałem się grubego performance'u w wykonaniu P-Funk Allstars, tyle członek Fugees bardzo pozytywnie rozczarował mnie i kilkadziesiąt tysięcy innych widzów.















Komentarze użytkowników(1 of 1)
MarciNEQat 9-12-2008
Racja, koncert był mega przekozakiem! :D