x

FESTIWAL NOWA MUZYKA - dzień III

Ostatni dzień festiwalu Nowa Muzyka! Po występach takich wykonawców jak Flykkiller, Dick4Dick, The Heavy i Deadbeat myśleliśmy, że nic już nas nie zaskoczy. Jak bardzo byliśmy w błędzie, musicie się przekonać!

Chcecie się dowiedzieć jak na festiwalu sprawdziła się orkiestra dęta? Który koncert był najbardziej energetyczny? Co się wydarzyło podczas występu Battles? I dla kogo festiwal Nowa Muzyka jest lepszy niż w Glastonbury? Jeśli tak, nie zwlekaj i zabieraj się za czytanie!

ROBERT LOGAN

Trzeci dzień festiwalu rozpoczynał występ Roberta Logana. O godzinie szesnastej jeszcze nikt nie stał pod sceną; wszyscy siedzieli na trawie ze znajomymi, niektórzy leżeli na karimatach wyczerpani zeszłą nocą.

Tak Cieszyn przywitał Roberta Logana i spółkę, którzy przybyli tu prosto z Glastonbury. Występ poprzedziło ostrzeżenie Ivora Guesta, żeby fani muzyki country lepiej opuścili namiot. Potem dali godzinny koncert, który został świetnie przyjęty przez publiczność.

Wykonawcy zajęli się przede wszystkim promocją najnowszej płyty Logana, 'Cognessence'. Takiej muzyki, niezwykle mrocznej i lirycznej jeszcze na festiwalu nie grano.

Młodziutki Robert Logan przez cały koncert w ogóle się nie odzywał. Kontakt z publiczność nawiązywał zaś Ivor Guest. To on pierwszy powiedział, że na Nowej Muzyce jest znacznie lepiej niż w Glastonbury, gdzie odbywa się jedna z największych imprez muzycznych Europy. Tego typu komentarzy miało być więcej.

OSZIBARACK

Po pierwszym koncercie zgodnie z planem spodziewaliśmy się Chrisa Clarka, lecz po scenie zaczęło się krzątać Oszibarack. Samo rozkładanie sprzętu zajęło kilkadziesiąt minut. Niektórym to oczekiwanie wyraźnie przeszkadzało – 'Grajcie coś!' okazało się najbardziej wymownym okrzykiem.

W końcu jednak zespół był gotowy. Grupa zaprezentowała przekrojowy występ ukazujący jej dotychczasową twórczość. Utwory na scenie nabrały sporo powietrza; wiele było tu brzmień przypominających choćby dokonania Air.

Imponowało szerokie instrumentarium zespołu, a szczególnie wykorzystanie sekcji dętej. Choć występowała z grupą zaledwie po raz drugi na żywo, udało jej się współbrzmieć z nowoczesnymi kompozycjami Oszibarack jeszcze lepiej niż na krążku 'Plim Plum Plam'. To za sprawą dęciaków 'Play It Again' czy 'Toss Your Lasso' wypadły tak okazale.

CHRIS CLARK

Następnie wystąpić miał Chris Clark. Początkowo nie wiedzieliśmy, kogo spodziewać się na scenie – przecież Clark zgodnie z lineupem miał grać już po Loganie. Jednak motywy z okładki 'Turning Dragon' na obu ekranach projektorów nie pozostawiły żadnych wątpliwości.

Przy Clarku wreszcie rozruszała się publiczność. Choć dzikie IDM w niedozwolonych rejestrach i w wykonaniu młodego gniewnego wytwórni WARP wydawało się z początku trudne do tańczenia, festiwalowiczom w ogóle to nie przeszkadzało. Szkoda, że artysta nie zdecydował się na nawiązanie kontaktu z ludźmi przed sceną. Chris Clark po prostu wyszedł, zagrał i po godzinie już go nie było.

HOLY F*CK


Po koncercie Clarka Holy Fuc* szybko zabrało się za ustawianie sprzętów. Gdy to zrobili, bezceremonialnie zapowiedzieli, że występ rozpocznie się dopiero za dwadzieścia minut. Nie spodobało się to publiczności. Z każdą minutą nawoływania 'Holy Fuc*!' stawały się coraz głośniejsze.

W końcu kilka minut po wpół do jedenastej grupa zaczęła własne show. Zdecydowanie był to najbardziej dynamiczny koncert wieczoru! Zespół skoncentrowany wyłącznie na muzyce, dał prawdziwego kopa. W kompozycjach Holy Fuck nie było miejsca na liryzm czy wyrafinowane melodie; całość zastąpiła prawdziwa młócka, która przypadła do gustu widowni. Fantastycznie wypadły koronne numery z krążka 'LP' – 'Super Inuit' i 'Lovelly Allen'. Zaprezentowane w wydłużonych wersjach świetnie zakończyły występ.

Holy Fuc* dzień wcześniej występowało w Glastonbury i podobnie jak Robert Logan nie omieszkało odnieść się do tego wydarzenia - ,,Glastonbury nie umywa się do Cieszyna. Tu jest znacznie lepsza muzyka''. Chyba wszyscy byli tym stwierdzeniem ukontentowani.

BATTLES

Wreszcie przyszedł czas na wielki finał. Zespół zapowiadający, że potrafi zagrać wszystko, niestety pogubił się z powodów problemów technicznych. Komplikacje zaczęły się na 'Tonto', kiedy pod klawiszami Iana Williamsa załamał się stojak. Muzyk napędził niezłego pietra technicznym, gdyż odmówił dalszego grania do momentu, aż jego sprzęt nie znajdzie się na właściwym miejscu. Zamieszanie trwało dobre kilka minut – 'Tonto' cały czas w rozbiegu – w końcu jednak udało się grupie zagrać. Niestety, na piosence 'Atlas' kłopoty powróciły jak bumerang. Tym razem próby zamaskowania niedociągnięć nie zdały rezultatu; dramaturgia występu zupełnie opadła. Wiedzieli o tym muzycy, którzy dość niechętnie wyszli na bis.

Nie z winy zespołu, występu nie można zaliczyć do udanych. Zagrali większość nagrań z płyty 'Mirrored' w znacznie dłuższych wersjach ('Atlas' trwało 10 minut!). Wynikało to jednak nie z początkowego zamysłu, ale z problemów technicznych. Battles słabo potrafiło wybrnąć z kłopotliwych sytuacji i mimo gromkich oklasków nie zdołali nas przekonać do swojej muzyki.

*

Następny Festiwal Nowa Muzyka już za rok. Czekamy z niecierpliwością!

Gallerij: Battles na FNM


Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music