Pierwszego dnia scena w łódzkim Parku Badena-Powella gościła Masta Ace'a i eMC razem z Marco Polo, Torae i DJ'em Flo-Faderem. Drugiego obsada była jeszcze mocniejsza. Wiele osób przyjechało na Outline Colour Festival dopiero wtedy i naprawdę było na co czekać.
Tym razem nie było już tak gorąco jak pierwszego dnia, więc łatwiej było oczekiwać przy kiełbasce i złotym trunku na nadchodzące wydarzenia. Jednak już koło godziny 18 zrobiło się ciekawie, powtarzające się z głośników kawałki Pharoahe Moncha przyciągnęły mnie pod scenę. Okazało się, że to sam raper z towarzyszącymi mu wokalistami Showtymem i Melą Machinko (oboje występują gościnnie na albumie 'Desire') przeprowadzali próbę. Przyznam, że ten rzadko spotykany tuż przed koncertem rapowym dowód profesjonalizmu pozytywnie mnie zaskoczył. Gdy ekipa Moncha zawinęła się z powrotem do hotelu, scenę przejęli artyści z Polski.
Na pierwszy ogień poszli reprezentanci Łodzi - NTK oraz Szczecina - PMM/Projektanci. Następnie usłyszeliśmy czołówkę lokalnego podziemia - Pierwszy Milion, a po nich drugi dzień z rzędu wystąpili Grubson i Dj Feel-X. Organizatorzy jako niespodziankę przygotowali też występ bezdyskusyjnie najlepszej polskiej ekipy beatboxowej - Al-Fatnujah. Odtwarzając hity z różnych gatunków tylko przy użyciu własnych gardeł, są niezawodnym sposobem na obudzenie publiki. Po Lublinianach pojawiły się dwie ekipy łódzkie - Familia HP i Afront, które odpowiednio przygotowały scenę przed dwoma gwiazdami tego wieczoru. W oczekiwaniu na rozstawienie sprzętu przez pierwszą z nich usłyszeliśmy jeszcze m.in. freestyle Zoraka pod beatbox prowadzącego CNE, co było ciekawą odmianą.
Samo pojawienie się najlepszego producenta w historii rapu wywołało wielką euforię publiki, a później było jeszcze goręcej. Wprawdzie Dj Premier skupił się na odtworzeniu części swoich hitów a nie trickach turntablistycznych, ale zadanie rozruszania publiki spełnił idealnie. Gdy skończył set, na scenie pojawił się Blaq Poet i we dwóch zaprezentowali najlepsze numery ekipy Screwball oraz solowe popisy wielkiego posturą rapera. Poet, który obchodził tego dnia urodziny, usłyszał też od publiki gromkie 100 lat, za które serdecznie podziękował. Występ duetu trzymał wysoki poziom, ale zdecydowanie nie był to kulminacyjny moment festiwalu.
Tym był ostatni koncert połówki ekipy Organized Konfusion. Pharoahe, tak jak na próbie, pojawił się w towarzystwie Showtyme'a i Meli Machinko a także Dj'a Boogie Blinda i od razu uderzył z porcją numerów z 'Desire' - jednej z najlepszych i najbardziej oczekiwanych płyt 2007 roku. Wzbogacenie występu o duet wokalistów bardzo wzmocniło jego atrakcyjność, co było najlepiej widać na przykładzie takich numerów jak 'Free'. Monch nie ograniczył się do nowegp materiału i zagrał m.in. znakomite 'Oh no'. Najmocniejsze atuty zostawił na koniec - to numery 'Desire' i oczekiwane przez wszystkich legendarne 'Simon Says'. Moim zdaniem wykonanie 'Desire' to bezsprzecznie najlepszy moment festiwalu, w dużej mierze za sprawą Showtyme'a. Wykonujący refren wokalista wychodził sam z siebie, skakał i szalał na scenie, a w trakcie tego numeru wybiegł nawet w publiczność, oczywiście nie przestając śpiewać. To trzeba było zobaczyć, dla mnie numer jeden tego festiwalu. Na koniec rozentuzjazmowana publika dostała jeszcze 'Simon Says', co spowodowało jeden wielki okrzyk 'Get the fu*k up", a niedługo po nim świta Moncha ukłoniła się i zeszła ze sceny. Szkoda, że koncert nie trwał tak długo jak eMC, ale wiedząc o astmie Pharoahe'a można to zrozumieć. Zresztą w związku z tym niedługo po koncercie musiał wrócić odpocząć do hotelu. Nam pozostaje jedynie oczekiwać na następną edycję, która powinna być pozbawiona paru niedociągnięć organizacyjnych widocznych w tym roku. Mimo tego duże propsy za ogarnięcie takiego zestawienia artystów w naszym kraju za darmo. Za to już w ten weekend Łódź gościć będzie inne legendy - Noreagę aka NORE i Lords of Underground. Oni oraz Nina Sky czy O.S.T.R. wystąpią bowiem na tamtejszych Juwenaliach - tylko pozazdrościć.














