x

NO-MAN - Schoolyard Ghosts

Stało się! 'Schoolyard Ghosts' to pierwsza płyta No-man, która nie wnosi nic nowego do muzyki zespołu. Tutaj wszystko jest znajome i jakby zasłyszane na wcześniejszych albumach. Posłuchajcie takich nagrań No-man, jak 'Things Change', 'Radiant City', 'No Defence', 'River Song' i 'All The Blue Changes'. 'Schoolyard Ghosts' to jakby ekstrakt elementów z w/w piosenek.


Do tej pory No-man zawsze czegoś poszukiwało, a ich dyskografia stanowiła logiczny rozwój od ujmujących art-rockowych numerów po natchnione, nasączone ambientem i jazzem perły z 'Returning Jesus' i 'Together We're Stranger'. 'Schoolyard Ghosts' zaś w stoi opozycji do tej tendecji zachowując wyrobione brzmienie nagrań. Jeśli bawić się porównania to podobną paralelę można odnaleźć choćby w twórczości Radiohead ('Amnesiac', a 'Hail To The Thief') czy Pink Floyd ('The Final Cut', a 'A Momentary Lipse of Reason'). Pink Floyd to wdzięczny przykład. 'The Final Cut' stanowiło album doprowadzający do granic elementy konsekwentnie wypracowywane w zasadzie od 'The Animals'. Po odejściu Watersa Gilmour i reszta nagrali album, który poprostu miał brzmieć jak Pink Floyd. Już nie poszukujący, ale doskonale oddający atmosferę i klimat tego, z czym ludziom kojarzy się nazwa zespołu. Podobny zabieg zastosowało No-man. Od pierwszej do ostatniej sekundy to No-man jakie znamy - z melancholią, zadumanym głosem Bownessa i ascetyczną gitarą Wilsona.

Największy problem ze 'Schoolyard Ghosts' jest jednak całkiem inny. Ta płyta poprostu nie jest tak dobra jak poprzednie. Otwierające 'All Sweet Things' jeszcze nie zwiastuje obniżenia poziomu. Doprowadzone do perfekcji, przywodzące na myśl wybitne 'All The Blue Changes' może się podobać. Ale już wejście 'Beatiful Songs You Should Know' pokazuje nam, że ta płyta nie sięgnie do poziomu poprzednika.


Takie piosenki jak 'Wherever There Is Light' czy 'Streaming' zwyczajnie nudzą. Muzykom udaje się wysnuć jeszcze wybitny wątek melodyczny ('Song Of The Surf'!), ale cóż z tego, skoro staje się on osnową 6-minutowego nagrania. Magia 'Returning Jesus' polegała, że tam świetnych melodii było na pęczki. Tutaj jest jedna, przez co całość staje się jednostajna i przewidywalna.

Największe obawy i oczekiwania siłą rzeczy wiązały się z najdłuższym, wzbogaconym o brzmienie orkiestry symfonicznej 'Truenorth'. Nagranie nie spełniło naszych oczekiwań, gdyż stanowi nieskładny zlepek pokrótszych piosenek. Fragment utworu wytypowano na singla i oczywiście są to najlepsze 4 minuty całości. Największą pomyłką jest jednak 'Pigeon Drummer'. To, co uchodziło No-man na 'Wild Opera' tu jest poprostu nie do przyjęcia. Siermiężna gitara, dzwony... I po co tam Bowness?!

Łabędzim śpiewem w kontekście całości zdaje się 'Mixtaped'. Znów długie nagranie, ale tym razem rozwijające się, tajemnicze, wzbudzające zainteresowanie. Choć nie dochodzi do żadnego sprzężenia, żadnego zwieńczenia, 'Mixtaped' udowadnia, że Bowness i Wilson nie zapomnieli jak powinno się budować nastrój. Ale to jedno nagranie z ośmiu. Niestety, mimo całej sympatii musimy stwierdzić, że nie wyszedł No-man ten album.


Dodaj komentarz

Reklama

Artysta Tygodnia:

WaldemarKasta

NASI BLOGGERZY

  • Mateusz Natali Mateusz Natali
    Młody, uzależniony od pasji. Nałogowo pali mikrofony, chłonie dożylnie rap od boombapu po południe.
  • Robert Inglot Robert Inglot
    Kolekcjoner dobrych melodii i niebanalnych brzmień. Dźwięki durne i wtórne omija szerokim łukiem.
  • Daniel Wardzinski Daniel Wardzinski
    Fanatyk i fundamentalista. Bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Za generalizowanie i stereotypy przegryza tętnice.

BLOG ROLL

AOL Music